2015/11/10

It's a kind of funny story (Część 2)

Pairing: Taekook/Vkook, w tle Yoonjin, Hopemin
Gatunek: AU, obyczaj, fluff
Rating: G
Ilość części: 2
Autorka: Julka
Beta: taoxris
Od autorki: Hejka! Przybywam z drugą częścią.  Szczerze mówiąc wyszło mi to bardziej fluffowo, niż miało, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Miło by było przeczytać jakiś komentarz także pod tą częścią. Miłego czytania!
*
Taehyung nigdy nie podejrzewał, że potrafi zaprosić kogoś na randkę. Zwłaszcza kogoś kto cholernie mu się podoba, zresztą jak widać z wzajemnością. Dlatego kiedy tylko Jungkook zapisał mu swój numer w telefonie, od razu dodając nazwę ‘Kookie~~miał ochotę zacząć rozglądać się za ukrytymi kamerami i krzyknąć coś w stylu ‘Okay, koniec zabawy!’.
Jednak nie było żadnej kamery. Był tylko Kookie który na pożegnanie cmoknął go w policzek. Na początku kiedy brunet zbliżył do niego swoją twarz, ten pomyślał, że może jednak go pocałuje. To było całkowicie irracjonalne, ale czy to co wydarzyło się przy ich pierwszym spotkaniu takie nie było?
Dlatego kiedy młodszy chłopak zostawił go samego przy szafkach ten po prostu uderzył się o nie głową. Uświadomił sobie, że nie tylko podejrzewał, że nie byłby w stanie zaprosić kogoś na randkę, on był i nadal jest tego pewien. Dlatego przez cały dzień snuł się po szkole i nawet popołudniowa bójka, w której brał udział Hoseok nie poprawiła mu humoru.
- Dlaczego pobiłeś tego chłopaka? – pyta od razu, kiedy brunet wychodzi z gabinetu dyrektora.
- Bo jest idiotą.
- Okay, ale czemu pobiłeś tego idiotę? – szatyn unosi wysoki brwi.
- Za te zidiociałe słowa które powiedział.
- Czy moglibyśmy zostawić już słowo ‘idiota’ w spokoju? – pyta Namjoon, patrząc przymrużonymi oczami na kumpla – Dlaczego Jimina poszedł do domu?
Ale chłopak tylko prycha i rusza w stronę szatni. Tae unosi brwi jeszcze wyżej i spogląda na blondyna, ale ten tylko wzrusza ramionami i rusza w tym samym kierunku. Kosmita idzie zaraz za nimi. To nie tak, że nigdy nie był na wagarach, nie, był na nich dziesiątki razy, w końcu przyjaźni się z kompletnymi baranami. Jednak jego myśli ciągle krążą wokół ślicznego chłopca, nawet po tym kiedy jego najlepszy przyjaciel rozwalił nos jakiemuś kolesiowi z ostatniej klasy. To dosyć… niepokojące – myśli.
V idzie do swojej szatni po kurtkę, a potem kieruje się w stronę szatni starszych klas. Jego przyjaciele także są już gotowi i razem, w milczeniu kierują się w stronę wyjścia. Oczywiście nie głównego, gdyby to zrobili prawdopodobnie wpadli by na starą sprzątaczkę, która od razu wysyła wszystkich do pedagoga. Kiedy Tae był w pierwszej klasie Namjoon zapoznał go z wejściem dla personelu, którego nikt nie używa, bo znajduje się za stertą pudeł i innych gratów, w wiecznie nieoświetlonej części piwnicy. Jednak nikt nigdy nie pomyślał, aby wyjąć z zamka kluczyki. Po drugiej stronie co prawda znajdują się krzaki, ale da się przez nie przejść.
Wychodzą tymi drzwiami i kiedy udaje im się uwolnić z krzyków idą kawałek w stronę skate parku. O tej godzinie nikogo tutaj nie ma, a oni zdecydowanie muszą porozmawiać. J-Hope idzie jakieś trzy metry z przodu, więc szatyn dźga przyjaciela między żebra i pyta:
- Byłeś przy tym?
- Nie. – mruczy – Ten koleś któremu rozwalił nos jest z klasy Jina. Suga akurat tam był, więc kiedy tylko pojawili się nauczyciele zmył się i wysłał mi wiadomość. Nie słyszał co prawda o co poszło, ale… - bierze głęboki oddech – Hoseok był naprawdę wściekły. Tak jak nigdy nie bywa.
- Przestaniecie obgadywać mnie za moimi plecami? – słyszą głośne westchnienie bruneta.
- Tylko jeśli powiesz nam co ten idiota zrobił.
Kiedy szatyn wypowiada te słowa są już w skate parku. J-Hope wbiega na najwyższą rampę i siada na niej, a jego nogi zwisają swobodnie w powietrzu. Chłopak jest pozbawiony swojego zwyczajowego blasku, tej iskierki radości którą zawsze ma w oczach. I wielkiego uśmiechu, który prawie nigdy nie zchodzi mu z ust. Ma rozwaloną dolną wargę i zadrapany policzek. Rap Monster także wbiega na rampę i siada obok niego, po lewej stronie, a V udaje się tam wejść dopiero za trzecim podejściem. Siada po drugiej stronie przyjaciela i siedzą chwilę w milczeniu.
Z rampy widać mały park, który znajduje się za szkołą, a dalej ruchliwą ulicę. Jest końcówka jesieni, prawie wszystkie liście już opadły z drzew i straciły swoje piękne kolory, stając się jednakowe, szaro-żółte. W takich momentach Taehyung zawsze traci nadzieję, nie wierzy już, że wszystko mu się uda, tak jak to jest wiosną. Po prostu czuje, że nic nie może się ułożyć, jeśli nawet przyroda traci swoje piękno.
- Szukałem Jimina. – zaczyna powoli Hope – Nigdzie nie mogłem go znaleźć, a kiedy zapytałem jakieś dziewczyny z jego klasy, czy go nie widziały, powiedziały mi, że poszedł do domu. Zdziwiłem się, nie? W końcu lunch mieliśmy zjeść razem. Potem wpadłem na Jungkooka… - V cały się spina, kiedy słyszy imię chłopaka – Powiedział mi co się stało. Ten idiota, ten któremu rozwaliłem nos zaczepiał go dzisiaj cały dzień. Wiecie, przyszedłem do szkoły dopiero dwie lekcję temu i nie widzieliśmy się jeszcze. Ten koleś chyba postanowił wykorzystać fakt, że mnie nie ma. Wyjeżdżał do niego z jakimiś idiotycznymi tekstami, wyzywał. – wzdycha – Jimin postanowił go ignorować, ale w końcu wkurzył się do tego stopnia, że po prostu zadzwonił po swoją mamę, żeby po niego przyjechała. Jakby nie mógł mi po prostu o tym powiedzieć.
- Pewnie przewidział twoją reakcję i postanowił tego uniknąć. – wzdycha blondyn – Oczywiście bezskutecznie.
- W końcu i tak bym się dowiedział, a wtedy byłoby jeszcze gorzej. – wzrusza ramionami – Okay, Kosmito czemu nic nie mówisz? Co się stało? I co ma z tym wspólnego ten dzieciak?
Tae aż się wzdryga. Naprawdę tak łatwo go rozszyfrować? Nie chciał teraz mówić o Ciastku, nie teraz, kiedy nie wie jeszcze jakie są konsekwencje czynu jego przyjaciela. Dlatego wzrusza tylko ramionami i mówi:
- Na razie to nie ważne. W każdym razie, czego dowiedziałeś się u dyrektorki?
Hoseok drapie się ko karku, a potem wypuszcza głośno powietrze.
- Mają zadzwonić do domu Jimina i zapytać się, czy to prawda, że ten koleś był w stosunku do niego uciążliwy i niekoleżeński, czy coś. – prycha – Niekoleżeński to trochę mało powiedziane. W każdym razie, jeśli on to potwierdzi wtedy skończy się na upomnieniu. Jeśli by tego nie zrobił to ja dostanę naganę, a następnie moja ocena ze sprawowania spadnie. Jednak tak czy tak będę musiał przeprosić tamtego idiotę, bo w końcu sporów nie nalezy rozwiązywać siłą.
- Jimin na pewno to potwierdzi. – stwierdza szatyn.
- Wiem. Myślisz, że dlaczego odważyłem się wyjść ze szkoły? Pewnie by mnie zawiesili, czy coś. Może i traktują mnie ulgowo, nawet bardzo ulgowo, dzięki tym trofeom które zdobywam dla szkoły, ale są pewne granice. – mówi po czym wstaje i rozgląda się dookoła – Pogoda jest beznadziejna. Lepiej pojadę do Jimina.
- Ja w sumie mogę wrócić do domu. – blondyn także wstaje, tylko kosmita nie rusza się z miejsca.
- Widzimy się po południu, prawda V? – pyta Hoseok, lekko marszcząc brwi.
Przez chwilę chłopak nie odpowiada mu. Wpatrzony jest w kupę zgniłych, szarych liści. Wiatr porywa niektóre z nich i przenosi na ulicę, gdzie przejeżdżają po nich samochody. Szatyn odpowiada dopiero po chwili:
- Jasne.
Kiedy dwójka chłopaków odchodzi, młodszy siedzi jeszcze parę minut w miejscu. Nie myśli o niczym konkretnym, po prostu wpatruję się w liście w parku. Jednak w jego myślach ciągle pojawia się jedno imię. Jungkook – myśli – Dlaczego akurat ty?
Nigdy nie wierzył w przeznaczenie i wszystkie temu podobne rzeczy. Właściwie nie był też typem osoby która nad takimi rzeczami rozmyślała. Życie po prostu się toczyło, a on był zajęty graniem w gry video, w każdej wolnej chwili. Jednak nad tą jedną rzeczą nie może przestać myśleć. Nie zna tego dzieciaka, ale po dwóch spotkaniach jest w stanie stwierdzić, że Jeongguk jest pyskaty i bezpośredni, prawdopodobnie też bezczelny i zdecydowanie nie taki, jak opisywał go Park. Czuje też, że mimo wszystko ten chłopak znaczy dla niego więcej niż powinien.
Tae w końcu podnosi się z miejsca i zbiega z rampy, ledwo unikając zbliżenia swojej twarzy z ziemią. Postanawia udać się do sklepu z komiksami. Te które kupił ostatnim razem już przeczytał, a ostatnio dostał od ciotki trochę pieniędzy, więc nic nie stało mu na przeszkodzie.
Idąc przez miasto stara się nie myśleć o młodszym chłopaku. Zastanawia się jaki komiks kupić: z Batmanem czy Iron Manem? Są to jego ulubieni super bohaterowie i naprawdę mógłby czytać o nich bez końca. Hoseok zawsze się z nim wykłóca, bo on woli Kapitana Amerykę i Hulka, ale przecież nie we wszystkim się zgadzają. Po za tym brunet i tak nie czyta dużo komiksów, tylko te które podkradnie młodszemu.
Sklep z komiksami znajduje się na rogu ruchliwej ulicy, niedaleko jego kamienicy, która znajduje się po drugiej stronie drogi. Wchodzi do środka i wita się ze sprzedawczynią. Jest ona specyficzną osobą. Pochodzi z Europy, na obojczykach ma tatuaż z napisem ‘Iron Man’ i zielonkawe włosy, zawsze związane w kucyka. Nigdy się nie uśmiecha, a swoje spojrzenie prawie zawsze utkwione ma w ekranie telefonu.
Tae podchodzi do półki gdzie zawsze wystawione są nowe komiksy. Zaczyna je przeglądać i już wie, że wyda dzisiaj wszystkie swoje pieniądze. Kończy się na tym, że bierze dwa egzemplarze każdego komiksu z tej półki, którego jeszcze nie ma, a następnie podchodzi do swojej ulubionej, gdzie zawsze jest coś z Iron Manem. Zauważa komiks którego jeszcze jakimś cudem nie kupił, albo J-Hope mu ukradł, co ma w zwyczaju, więc bierze i ten. Podchodząc do kasy ma wrażenie, że za chwilę wszystko upuści. Tego jest naprawdę dużo!
Zielonowłosa Europejka przygląda mu się z uniesionymi brwiami.
- Dla przyjaciół. – śmieje się V. Kłamstwo, wszystko zostawi sobie.
- Chcesz na to jakieś pudełko? – pyta, po czym zaczyna szybko kasować każdy egzemplarz.
- Tak, dziękuję. – kłania się lekko po czym pomaga dziewczynie pakować skasowane komiksy do tekturowego pudełka, które szybko wyjmuje z pod lady. Płaci tyle pieniędzy ile żaden normalny dzieciak nie przeznaczyłby na komiksy i żegna się wychodząc na ruchliwą ulicę.
Prawie od razu na kogoś wpada, a pudełko z głośnym hukiem upada na ziemię. Szatyn ląduje na tyłku, ale jedyne czym się przejmuje to jego nowy nabytek. Na szczęście pudełko upadło pionowo i pozostało nienaruszone. Wypuszcza powietrze z ulgą. On to jednak ma szczęście.
- Taehyung? – słyszy nad sobą.
Podnosi powoli wzrok i widzi Yoongiego, który wyciąga do niego rękę.
Przyjmuje ją i szybko wstaje na równe nogi.
- Co tutaj robisz hyung? – pyta kiedy starszy podnosi jego pudełko.
- Zmyłem się z ostatnich lekcji. Wiecie idioci, że mnie nie zostawia się samego w szkole? Co niby miałbym tam robić? – syczy – Nawet Jin w końcu poszedł do domu! A on nigdy nie wagaruje!
Racja, przecież jedynym powodem dla którego Min Yoongi chodzi do szkoły jest fakt, że są tam jego kumple. No i oczywiście jego chłopak, który pilnuje aby pojawiał sie tam regularnie. Widząc wkurzoną minę przyjaciela chłopak wybucha krótkim śmiechem.
- W każdym razie co tutaj robisz? Nie mieszkasz w tej okolicy hyung.
- Wiem, ale Jin poprosił mnie żebym kupił mu mangę. – wzdycha i kiwa głową w kierunku sklepu znajdującego się po drugiej stronie ulicy.
Szatyn kiwa powoli głową i uśmiecha się głupio. Jin potrafi zmusić Suge do wszystkiego, nawet jeśli musi się przy tym ruszać. Mimo wszystkich swoich pozytywnych cech, blondyn jest naprawdę leniwy. Jedyna rzecz jaką może robić związaną z ruchem jest gra w koszykówkę. No, obściskiwanie ze swoim chłopakiem pewnie też, ale chłopak woli nie myśleć o takich rzeczach, jeśli chodzi o jego przyjaciół.
- Mógłbym do ciebie wpaść jak tylko mu to dostarczę, nie? – pyta nagle.
- Spoko, Yoongi hyung. – kiwa głową i uśmiecha się szeroko – Pozdrów ode mnie Seokjin hyunga, jeszcze dzisiaj się z nim nie widziałem.
- Jasne. – odpowiada i podaje młodszemu jego własność.
Żegnają się i każdy idzie w swoją stroną, a kosmita choć przez chwilę jest spokojny. Tylko przez chwilę, bo potem przypomina sobie o pewnym pierwszoklasiście i od razu zaczyna panikować. Znowu. To nie jego wina, że ta sytuacja jest taka stresująca! To będzie jego pierwsza randka z osobą która naprawdę mu się podoba. I to nie jest tak jak w gimnazjum, kiedy poszedł do kina z jakąś całkiem ładną i miłą dziewczyną, bo wydawało mu się, że to właściwe. Teraz ma zaprosić na randkę Jeon Jeongguka, pierwszego chłopaka który tak bardzo mu się spodobał i pierwszy w którym powoli się zakochuje…
- O czym ty myślisz, V. – mruczy pod nosem otwierając drzwi od mieszkania.
Mieszka sam w przyjemnym mieszkaniu, nie za dużym, ale idealnym dla niego, choć chodzi jeszcze do liceum i nie ma pracy. Brzmi jak z jakiegoś amerykańskiego filmu, ale tak właśnie wygląda życie szatyna. Wszystko za sprawą jego ciotki, Kim Eunkyo, która jest jego prawnym opiekunem. Jest to starsza kobieta posiadająca własną galerię sztuki, znajdującą się w Seulu. Mieszka tam ona ze swoim dużo młodszym chłopakiem, którego imienia Taehyung nawet nie zna. Ciotka postanowiła, że chłopiec nie będzie z nią mieszkał, bo jej ukochanemu mogłoby się to nie spodobać. Jasne, że mogłoby sie mu to nie spodobać, w końcu pewnie jest niewiele starszy od Tae. Dlatego też kupiła mu mieszkanie w miasteczku, w którym wcześniej mieszkał ze swoimi rodzicami.
- Nie będziesz musiał się przeprowadzać, zostaniesz ze swoimi przyjaciółmi, tak zaoszczędzimy sobie wszyscy problemów. – powiedziała wtedy.
Tae miał zaledwie trzynaście lat, ale już musiał umieć sam zadbać o siebie. Oczywiście wtedy Eunkyo wpadała do niego co weekend, aby pozałatwiać wszystkie ważne rzeczy w szkole i zobaczyć, czy syn jej brata jeszcze żyje. Z upływem lat jednak przestała w ogóle przyjeżdżać, a chłopak do perfekcji nauczył się podrabiać jej podpis. Wpadała tylko na wywiadówki, ale nigdy nie przychodziła do mieszkania szatyna aby zobaczyć jak żyje. Tak jest do dzisiaj, ale w ogóle mu to nie przeszkadza. Oczywiście jest wdzięczny ciotce za to, że się nim zajęła po tym co stało się z jego rodzicami, a także wdzięczny za pieniądze które mu daje, ale nie czuje do niej żadnych głębszych uczuć. Tylko wdzięczność.
Kiedy tylko wchodzi do mieszkania odstawia pudło do swojego pokoju, razem ze swoją szkolną torbą. Potem szybko idzie do kuchni gdzie wstawia wodę na kawę. Jego zdolności kulinarne są na całkiem niezłym poziomie, w końcu od wielu lat mieszka sam, ale jednak zazwyczaj woli zamówić pizze. Na szczęście należy do tych osób które mogą jeść tyle ile chcą i nie tyją. Hoseok wiele razy powtarzał mu jak wielkim z tego powodu jest szczęściarzem, bo on musi cały czas trzymać formę.
Zamawia pizze i wypija kawę, a jakiś czas potem w mieszkaniu rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Szybko podnosi się i biegnie w ich stronę.
- Siema Taeś. – wita się Hoseok, a zaraz za nim wchodzi także Yoongi.
- Jest coś do zjedzenia? – pyta ten drugi rozsiadając się na kanapie.
Kosmita siada obok niego, a brunet zajmuje miejsce na podłodze, przed telewizorem.
- Pizza powinna niedługo być.
- Pizza? Kosmito dobrze wiesz, że muszę trzymać się diety! – prycha Hobi.
Pozostała dwójka wybucha tylko śmiechem i zaczynają dyskutować na temat dzisiejszej bójki, totalnie ignorując przyjaciela, który patrzy na nich zirytowanym wzrokiem.
- Wyjaśniłeś wszystko z Jiminem? – szatyn w końcu odwraca się do chłopaka.
- Tak. – wzdycha – Oczywiście, był zły, wiedziałem, że tak będzie. Zaczął dramatyzować i mówić jakie to ja mam szczęście, że jestem dumą naszej szkoły, bo inaczej by mnie zawiesili. Oczywiście ma rację, ale tak się przecież nie stało.
- Ten frajer też miał szczęście, że nauczyciel szybko się zjawił. – mruczy Yoongi.
- Wiadomo. – cała trójka wybucha śmiechem – Taehyung co się dzisiaj stało? – Hoseok zwraca się do kumpla.
Ten poprawia się nerwowo na kanapie i wzdycha. Nigdy przed nimi tego nie ukryję, jeśli on tego nie zrobi to i tak Jimin pewnie porozmawia z Ciastkiem, a wtedy wszyscy się dowiedzą. Jeśli zrobi to teraz może nie uznają go za takiego tchórza, który boi się zaprosić kogoś na randkę.- W sumie to… Jungkook dał mi swój numer…
- To chyba dobrze, nie? – Hoseok podrywa się na równe nogi – Po tej akcji na imprezie mogłeś go trochę wystraszyć.
Nawet nie wiesz jak bardzo się myślisz – myśli i kręci przecząco głową.
- Chodzi o to, że nie wiem jak zaprosić go na randkę. – mruczy i chowa twarz w dłoniach.
- Zadzwoń do niego i go zaproś. – mruczy Yoongi – To tylko krótka rozmowa przez telefon.
- Suga, mam ci przypomnieć kto pierwszy zrobił krok w twoim związku? – śmieje się brunet i siada obok młodszego na kanapie, obejmując go ramieniem – Spoko, Tae. Po prostu do niego zadzwoń i umów się na piątek czy kiedy tam wam będzie pasować.
- To nie takie proste…
- Tak? – Hobi unosi do góry jedną brew – W takim razie… Yoongi hyung trzymaj go! – krzyczy do kumpla i ten od razu wykonuje prośbę.
Obejmuje V w pasie i przyciąga do siebie, a drugi chłopak w tym czasie chwyta jego telefon, który leży na stoliku do kawy. Tae zaczyna się wyrywać, wiedząc doskonale co chłopak chce zrobić. Niestety blondyn jest zbyt silny. Próbuje go ugryźć, ale wtedy ten uderza go w tył głowy.
- Spokojnie, Tae. – mruczy.
- Jak słodko masz go zapisanego! – krzyczy Jung – To serduszko jest takie słodkie! Yoongi hyung myślę, że naprawdę coś z tego będzie!
- Hobi hyung zostaw mój telefon! – krzyczy szatyn ponownie, próbując wyrwać się starszemu. Tym razem udaje mu się go ugryźć i chłopak puszcza go, krzycząc przy tym cicho.
Brunet od razu reaguje i zaczyna uciekać w stronę łazienki, a młodszy biegnie za nim. Niestety nie zdąża, bo J-Hope wbiega do środka i zamyka drzwi na zamek. Chłopak uderza pięścią w drzwi i jęczy przeciągle:
- Hoseok hyuuuung!
- W piątek masz czas, prawda Tae Tae? Jestem pewien, że dla Jungkooka znajdziesz chwilę!
Kosmita znowu jęczy, tym razem jeszcze głośniej, a chwilę potem czuje jak coś uderza go w tył głowy. Odwraca się szybko i widzisz wkurzonego Mina, patrzącego na niego gniewnie.
- Miałeś nie gryźć. – warczy.
Chwilę potem drzwi łazienki otwierają się z charakterystycznym kliknięciem i wychodzi zza nich Jung. Ma zadowolenie wypisane na twarzy i uśmiecha się głupio, machając telefonem przed twarzą młodszego chłopca. Ten od razu chwyta przedmiot i wchodzi w wiadomości. To co widzi nie do końca mu się podoba.
Do: Kookie~~
Cześć Kookie! Mam nadzieje, że znajdziesz dla mnie chwile w piątek wieczorem? Może troszkę dłuższą chwile~~ Wyślij mi swój adres to podjadę po ciebie o ósmej wieczorem, okay?
Taehyung~~x
Co za idiota – myśli, a chwile potem najstarszy zabiera mu przedmiot z ręki. Patrzy na test oceniającym wzrokiem, a potem wywraca oczami i oddaje telefon jego właścicielowi. V cieszy się, że jego najlepszy przyjaciel nie napisał nic głupiego, ani dziwnego, jak miał w zwyczaju.
- Hoseok debilu, ten dzieciak od razu się skapnie, że to ty napisałeś. Nawet nie musi dobrze cię znać, to po prostu widać…
- Chciałem to napisać tak, żeby brzmiało jak Taeś!
- Trzeba tam było dać onomatopeje jąkania się, wtedy na pewno brzmiało by jak Tae!
- Od kiedy ty znasz takie trudne słowa!?
- Od kiedy ty umiesz pisać!?
- Yoongi hyung! Hoseok hyung! Ja ciągle tu stoję. – mówi niezadowolony i siada na kanapie.
Starsi chłopcy jednak nie ruszają się z miejsca i kontynuują zażarcie wymianę zdań, ale szatyn nie zwraca już na nich uwagi. Zaczyna myśleć o tym co pomyśli sobie Ciastek kiedy przeczyta wiadomość. Czy będzie tak jak mówił Min, brunet zauważy kto napisał wiadomość i go wyśmieje? A może to Kosmita tylko przesadza i wszystko będzie dobrze. Odpowiedź jednak nie przychodzi po kilku kolejnych minutach i zaczyna się niepokoić. Co jeśli…?
Nie dokończa tej myśli, bo telefon zaczyna brzęczeć w jego rękach. Dwójka pozostałych od razu znajduje się obok niego i zaglądają mu przez ramię. Przełyka głośno ślinę i otwiera nową wiadomość.
Od: Rapsio
Siema, są u ciebie Suga z Hoseokiem? Czekamy od pięciu minut pod twoim mieszkaniem, a obok stoi koleś z pizzą, wszyscy zaczynamy się niecierpliwić. Otwórz. Te. Cholerne. Drzwi. Dziękuję.
Nam.
Jęczy przeciągle i odchyla głowę do tyłu. To nawet nie Ciastek. Czy on naprawdę liczył, że chłopak mu chociaż odpowie? Pewnie po przeczytaniu wiadomości wybuchł śmiechem i od razu ją skasował. Może i wcześniej V mu się podobał, ale po takim…
Dopiero po kilku sekundach dociera do niego sens wiadomości i zeskakuje z kanapy, biegnąć do drzwi, po drodze chwytając portfel. Otwiera je szybko i widzi Namjoona, Jimina i Jina, mocno zirytowanych, a obok gościa z pizzą, wyraźnie niezadowolonego. Przygląda się jego twarzy przez chwilę i stwierdza, że zdecydowanie chodzi do ich szkoły. Chyba nawet widział jak kilka razy Hoseok z nim rozmawia.
- Nareszcie! – wzdycha Jimin i wpycha się do środka, razem z pozostałą dwóją.
W korytarzu został już tylko pracownik pizzerii i Tae przełyka głośno ślinę.
- Przepraszam, że tak długo… - zerka na jego plakietkę – Kyungsoo seonbae. – dokańcza i kłania się.
- Tak, nie ważne. – warczy – Należy się 50.000 won. – mówi podając mu pudełka z już zimnymi pizzami.
Taehyung bierze je szybko do jednej ręki, a drugą próbuje wygrzebać odpowiednią cenę z portfela. Z wnętrza mieszania słyszy głośne, lecz niewyraźne rozmowy. Wszyscy wydają się być czymś niezwykle podekscytowani. Chłopak podaje dostawcy pieniądze i uśmiecha się przepraszająco.
- Jeszcze raz… - nie zdąża dokończyć, bo brunet odwraca się i szybko odchodzi.
Jaki niekulturalny! – myśli V i zamyka z hukiem drzwi. Idzie do salonu gdzie jego przyjaciele już wygodnie się rozsiedli. Jin, Yoongi i Namjoon zajęli kanapę, a Hobi znowu wybrał miejsce na podłodze, tylko tym razem na jego kolanach znalazł sobie miejsce Jimin. Czerwono-włosy szczerzy się głupio do telefonu i pokazuje go swojemu chłopakowi.
Tae kładzie pizze na stoliku i rozgląda się po całym pomieszczeniu.
- TAEHYUNG GRATULUJE! – wydziera się Park, a młodszy nie ma pojęcia o co mu chodzi – Randki z Jungkookiem!
Ten marszczy brwi, a potem zdaje sobie sprawę, że dwója szczerzyła się do jego telefonu. Wyrywa im go z rąk i patrzy szeroko otwartymi oczami na ekran.
Od: Kookie~~
Oczywiście, Tae hyung~~ dla ciebie zawszę znajdę chwilę ^^
Dalej napisał swój adres i podpisał się w ten uroczy sposób. V szczerzy się jak totalny idiota do telefonu i wie, że jego przyjaciele patrzą, ale nie ma z tym problemu. Jest cholernie szczęśliwy i nikt nie może popsuć mu tej chwili, nawet niemiły dostawca pizzy.
Czyta jeszcze raz nazwę ulicy i z zadowoleniem stwierdza, że to całkiem blisko. Chwile potem Rap Monster zabiera mu telefon i czyta wiadomość, a potem podaje urządzenie dalej i wszyscy się cieszą, bo V w końcu udało się znaleźć kogoś, kto być może w końcu będzie jego.
Tego wieczoru wszyscy jedzą pizze i śmieją się głośno, a potem oglądają jakiś nudny film, który akurat leci w telewizji, gdzie Jimin usypia w połowie, z głową na kolanach Junga. Taehyung nie jest już zestresowany, ani nawet nie martwi się, gdzie zabierze Ciastka. Najważniejsze jest to, że brunet naprawdę chce się spotkać z Tae i robić te wszystkie rzeczy o których mówił. A szatyn po prostu nie może się tego doczekać.
*
W szkole Jungkook podszedł do niego kilka razy i mówił jak bardzo cieszy się na ich randkę i jak bardzo ciekawy jest, gdzie szatyn go zabiera. On sam bardzo chciałby to wiedzieć, bo nie miał żadnego pomysłu, ale udawał przed młodszym, co chyba nie wyszło mu aż tak źle. W piątek zjedli razem lunch i trochę rozmawiali i Tae musiał przyznać, że Kookie jest naprawdę wygadany i pyskaty i nawet trochę dziecinny, co mu w ogóle nie przeszkadzało, bo sam taki jest.
Prawie przez dwadzieścia minut mówił o Naruto i zastanawiał się jak to możliwe, że V tego nie przeczytał. Ten wyjaśnił mu, że woli amerykańskie komiksy o super bohaterach, ale ten tylko wywrócił oczami. Przyznał jednak, że kocha Iron Mana i starszy obiecał pożyczyć mu komiksy w zamian za Naruto. Po ostatniej lekcji młodszego Kosmita pożegnał go pod jego klasą, gdzie było pełno ludzi, a obok nich stał Jimin, szkolna gwiazdka, więc każdy patrzył w ich stronę. I wtedy brunet postanowił dać Kosmicie buziaka w policzek na pożegnanie, kiedy wszyscy się na nich gapili.
- A gdzie mój buziak Jungkook!? – zapytał obudzony Jimin, ale dostał tylko z łokcia między żebra od młodszego.
Teraz Tae jeździ bez celu po miasteczku i zastanawia się gdzie właściwie ma zabrać chłopaka. Ma być u niego za  niecałe pół godziny, jest ubrany w czarne rurki i bluzę, oraz flanelową koszulę, a na to zarzuconą czarna kurtkę. W akcie paniki wykonał dwanaście telefonów do Hoseoka, pięć do Jimina i trzy do Namjoona, tylko, że on ani razu nie odebrał. Zadzwonił nawet do Seokjina i próbował jakieś osiem razy do Yoongiego, ale ten także go ignorował. Ciekawe czy jego przyjaciele zebrali się i postanowili razem pośmiać z tej sytuacji. Dla nich na pewno jest to niezwykle zabawne, jednak Kosmita naprawdę panikuje. Kiedy powoli zbliża się do domu bruneta dzwoni jego telefon. Widzi na wyświetlaczu numer Rap Monstera, więc od razu odbiera:
- CZEMU NIE ODBIERAŁEŚ TELEFONU HYUNG?!
- Naprawdę panikujesz. – stwierdza sucho – Przynajmniej wiesz już gdzie go zabierasz?
- Nie. – mruczy, a potem zerka znowu na ekran. Jin właśnie zaczął do niego dzwonić. Dodaje go szybko do rozmowy i stara się jednocześnie patrzeć na drogę.
- Taehyung gdzie jesteś? – pyta go.
- Właśnie jadę do Jungkooka.
- Prowadzisz i rozmawiasz przez telefon? Oszalałeś?!
- Jin hyung nie przesadzaj. – odzywa się blondyn – On ma podzielną uwagę.
Nagle zaczyna dzwonić także Jimin i Tae zaczyna powoli się irytować, bo jak tak dalej pójdzie to wszyscy będą mu przedstawiać zasady bezpiecznej jazdy, a on nadal nie będzie wiedzieć gdzie ma zabrać młodszego.
- Taeś wiem, gdzie możesz zabrać Ciasteczko! – mówi na wstępie.
Szatyn wypuszcza głośno powietrze z ulgą. Przynajmniej jeden z jego przyjaciół na coś wpadł.
- Co wymyśliłeś?
- Wczoraj zaczęło się rozstawiać wesołe miasteczko! Dzisiaj już wszystko jest otwarte i z tego co wiem, są już tam jacyś ludzie.
- To beznadziejny pomysł. – stwierdza Namjoon.
- Ty też jesteś beznadziejnym pomysłem, Nam, nie wiem jak twoi rodzice mogli się na ciebie zdecydować… - nagle słyszy głos Sugi, zapewne przez telefon najstarszego.
- Uspokójcie się obaj. – wzdycha Jin – Według mnie to niezły pomysł.
- Racja, ten dzieciak jest w pierwszej klasie… - nagle słychać odgłos trzech sygnałów.
- Jin? Wyrzuciłeś Nam hyunga z rozmowy?
- Yoongi zabrał mi telefon…
Taehyung wjeżdża na parking pod kamienicą bruneta. Wzdycha ciężko i stara się maksymalnie wyluzować.
- Jestem na miejscu. – mówi do telefonu.
- Miłej zabawy, mały! – krzyczy Min tak głośno, ze aż musi odsunąć telefon od ucha.
- Powodzenia, V!
- Miłej zabawy!
- Zabezpieczajcie…
Kończy rozmowę i wkłada telefon do kieszeni spodni. To tylko Jungkook, wszystko będzie w porządku – powtarza w myślach. Robi to tak długo, aż rzeczywiście nie czuje się trochę bardziej wyluzowany i wychodzi z samochodu. Podbiega do klatki i dzwoni pod numer chłopaka. Adres zna już na pamięć, przed wyjściem z domu upewniał się kilka razy. Czeka chwilę, aż słyszy rozradowany głos młodszego:
- Już schodzę!
- Okay. – odpowiada i słyszy jak ten odkłada słuchawkę.
Wygląda na to, że naprawdę jest podekscytowany. Kosmita czuje się teraz znacznie pewniej i uśmiecha do siebie jak idiota, kiedy pomyśli o tym, że może brunet też stresował się tym ta bardzo. Chociaż to wydaje się takie nieprawdopodobne, bo przecież chłopak jest taki pewny siebie i pyskaty. Po kilku minutach przed jego oczami pojawia się Ciastek i chłopak nie może się nadziwić, jak uroczo młodszy wygląda.
Założył jeansy, szary sweter, czarny płaszcz i czapkę z pomponem. Wygląda w tym wydaniu niesamowicie dobrze, z resztą jak zwykle i V jest pod wrażeniem. Czarna grzywka opada mu na czoło i lekko wchodzi w ciemne oczy, a policzki są zaróżowione. Uśmiecha się prawie tak szeroko jak szatyn.
- Przepraszam, ze tak długo na mnie czekałeś hyung.
- Nic się nie stało. – mówi i lekko nieśmiało wyciąga rękę w jego stronę – Chodź.
Kookie chwyta jego dłoń i razem idą w stronę samochodu. Starszy otwiera przed nim drzwi i może przysiądź, że młodszy zarumienił się jeszcze bardziej! Czyżby powoli odkrywał jego drugą stronę? Podczas drogi rozmawiają o szkole, o komiksach i Ciastek pyta co chwile gdzie ten go zabiera, jednak on odpowiada tylko ‘Zobaczysz’.
Na szczęście za zewnątrz nie było dzisiaj wcale tak zimno, wiatr wcale nie wieje i można spokojnie chodzić w rozsuniętych kurtach. V dziękuję za to w duchu, bo wcale nie byłoby tak fajnie gdyby nagle spadł śnieg. Jest grudzień, ale nic na to nie wskazuje, a pogoda jest typowo wrześniowa. Niedługo zbliża się przerwa świąteczna, a przez myśli szatyna przewija się pytanie gdzie ją spędzi. Pojedzie do ciotki czy może jak rok i dwa lata temu spędzi ją w rodzinnym domu Hoseoka?
Parkuje na zatłoczonym parkingu. Najwidoczniej atrakcja przyciągnęła całkiem sporo ludzi. Kim wysiada z auta i przeciska się aby otworzyć drzwi swojemu towarzyszowi.
- Wesołe miasteczko! Szczerze mówiąc liczyłem na to. – mówi Jungkook i uśmiecha się jeszcze szerzej i Tae musi pamiętać, aby uściskać Jimina.
- W takim razie chodźmy. – mówi po tym jak zamyka samochód i chwyta rękę młodszego, kiedy ramię w ramię wchodzą przez ozdobną bramę.
Jest naprawdę wiele karuzel, dwie kolejni górskie i dużo straganów i budek z jedzeniem, a wszystko ozdobione jest świecącymi lampkami i Taehyung myśli, że to naprawdę piękny widok. Wszędzie słychać też wesołą muzykę i głośne rozmowy, oraz krzyki dzieci i osób będących na kolejkach.
- Gdzie chcesz iść najpierw? – pyta po chwili Kookiego, kiedy idę między tłumem ludzi.
- Chodźmy tam hyung! Skopie ci tyłek! – odpowiada mu i ciągnie w jakimś kierunku.
Potem V zdaje sobie sprawę, że młodszy mówi o samochodzikach i rzeczywiście za chwile kupuje bilety i ustawiają się w kolejce. Czas szybko mija im na rozmowie o niczym ważnym i chwile potem oboje siedzą już w swoich maszynach i ścigają się po całkiem sporym torze, uderzając o siebie co chwilę. Brunet ciągle się śmieje i uśmiecha i starszy naprawdę sądzi, że to najpiękniejszy widok na świecie. Sam ciągle się uśmiecha i naprawdę nie potrafi nad tym zapanować.
Następnie idą na jeszcze dwie inne karuzele które wspólnie wybierają i wygląda to dokładnie tak samo. Dużo się śmieją i uśmiechają, komentując wszystko dookoła. Potem stwierdzają, że na razie starczy i postanawiają iść coś zjeść. Kupują hot dogi i siadają na ławce blisko jakieś maszyny, wokół której zebrało się całkiem skoro nastolatków. Z tematu szkoły przeszli do ostatniej bójki, a następnie przyjaciół szatyna.
- Mieszkasz sam? – pyta w pewnym momencie Taehyunga.
- Tak. – kiwa głową – A ty?
- Z rodzicami i teraz mój starszy brat przyjechał na święta. Studiuje w Seul. – V kiwa głową – Czemu mieszkasz sam? Twoi rodzice płacą za mieszkanie?
Chłopa przełyka głośno ślinę i kręci głową.
- Nie, ja… Moi rodzice nie żyją. – mówi cicho.
Jungkook patrzy z niedowierzaniem na starszego, a potem zgarnia go do uścisku.
- Przepraszam, że pytałem hyung, nie miałem pojęcia. Bardzo mi przykro. – dodaje kiedy już się odsuwa.
- Daj spokój, nic się nie stało. – znowu wzdycha – Zginęli w wypadku kiedy miałem jedenaście lat, od tamtej pory moim prawnym opiekunem jest moja ciocia.
- W takim razie czemu nie mieszkacie razem?
- Byłem dla niej lekkim problemem. – próbuje się roześmiać, ale nie bardzo mu to idzie –Mieszka w Seulu razem ze swoim chłopakiem i prowadzi galerię sztuki. Płaci za moje mieszkanie, szkołę i przesyła kieszonkowe, czasem większe niż normalne. Jestem jej naprawdę wdzięczny.
- Jedziesz do niej na święta? – dopytuje po chwili dalej.
- Nie mam pojęcia. – wzrusza ramionami – Szczerze to od dwóch lat spędzam je w rodzinnym domu Hoseoka, ale może w tym roku Eunkyonim mnie zaprosi.
- Wiesz… - zaczyna niepewnie – Jeśli chcesz to możesz przyjść też do mojego domu. Chciałbym przedstawić rodzicom i bratu mojego… Chłopaka?
Taehyung patrzy na niego przez chwilę. Czy on właśnie zapytał go czy będzie jego chłopakiem? Nie mógł sobie wyobrazić bardziej uroczego sposobu. Jeszcze te rumieńce i ciągle przygryzanie wargi!
- Z chęcią przyjdę. – mówi po chwili – I poznam rodziców mojego chłopaka. – podkreśla ostatnie słowo.
Po tym nachyla się w stronę młodszego chłopaka i łączy ich usta w delikatnym pocałunku. Usta młodszego są ciepłe i miękkie i czuje smak krwi, to zapewne przez to ciągłe przygryzanie ich przez chłopaka, ale jemu to kompletnie nie przeszkadza. Napiera bardziej na jego wargi i ten lekko je rozchyla. Tae od razu korzysta z okazji i pogłębia pocałunek. Ciastek zarzuca mu ręce na szyję i trwają w pocałunku przez długą chwilę, aż w końcu odsuwają się od siebie.
W oczach Kookiego widać czystą euforię, a V szczerzy się jak idiota i przez chwilę po prostu milczą. Potem decydują się przejść jeszcze przy straganach i Tae kupuje brunetowi czarne rękawiczki z pomponami, które idealnie pasują do jego czapki. Jedzą jeszcze watę cukrową i dużo rozmawiają, ciągle śmiejąc się przy tym.
- Hyung, a co do Hobi hyunga… - V spogląda na niego pytająco – Wiem, że to on wysłał tą wiadomość. Naprawdę myślał, że się nabiorę?
Kosmita zatrzymuje się w półkroku i patrzy szeroko otwartymi oczami na młodszego. On wie? I nadal zgodził się tu z nim przyjechać i zostać jego chłopakiem?
- Ja…
- To było naprawdę zabawne i urocze hyung. – mówi i go całuje.
V nadal czuje się zażenowany, ale przyciąga chłopaka bliżej. Ten pocałunek jest zdecydowanie krótszy, ale nie mniej przyjemny i chłopak wie, że będą robić to bardzo często. Kiedy robi się już naprawdę późno wracają razem do auta. Podczas drogi włączają głośniej radio i śpiewają razem piosenkę GD, bo jak się okazuje, oboje są fanami. Tae naprawdę nigdy nie czuł się szczęśliwszy niż w tej chwili.
Kiedy podjeżdżają pod kamienice młodszego i V idzie go odprowadzić, odczuwa lekki smutek. Naprawdę nie chce, żeby ta chwila się kończyła. Uśmiech Ciastka też nagle przygasa i patrzą na siebie tęsknym wzrokiem.
- Naprawdę świetnie się z tobą bawiłem. – mówi szatyn po chwili ciszy.
- Teraz takie wypady będą zdarzać się częściej, skoro jesteś moim chłopakiem, hyung. – stwierdza Kooki i śmieje się cicho, a starszy do niego dołącza.
Po chwili znowu się całują, a kiedy odrywają się od siebie, żeby złapać odrobinę powietrza, V wie, że zatęskni za Ciastkiem. Kiedy wraca do swojego samochodu ma ochotę jak najszybciej wrócić do bruneta, jednak tego nie robi. Wraca do swojego mieszkania z delikatnym uśmiechem na ustach. Z lekkim przerażeniem stwierdza, że drzwi są otwarte, ale potem przypomina sobie, że Hoseok ma klucze.
Wchodzi do salonu i widzi, że jego hyung śpi na kanapie przy włączonym telewizorze. Zapewne na niego czekał, ale usnął. Tae wyłącza telewizor i przykrywa Hobiego kocem, żeby nie było mu zimno. Idzie do swojego pokoju i rzuca się na łóżko. Kiedy zamyka oczy pierwsze co widzi to twarz Jeongguka, jego szeroki uśmiech i radosne iskierki w oczach. Tak, od początku ten chłopak był dla niego zbyt ważny.
I chociaż nadal nie jest pewien czy wierzy w przeznaczenie, to na pewno wie jedno. Zdecydowanie zakochał się w tym chłopaku.

6 komentarzy:

  1. łooooo łoooooo
    To jest świetne
    Nie umiem komentować, ale wszyscy mówią, że komentarze są ważne, to spróbuje.
    Vkook życiem. To mój ulubiony paring a tutaj czuje, że został trafiony w punkt.
    Od dzisiaj blog ląduje w zakładkach, świetnie piszecie!
    Wiem, że pojawią się tu pewnie inne pary, ale i tak mam nadzieje, że będzie dużo Vkook'a.
    Trzymajcie się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarz i bardzo się cieszę, że się spodobało! ^^

      Usuń
  2. Wiem, że już napisałam ale dziś rano gdy odrabiałam zadanie z matematyki przypomniało mi się to :
    - Trzeba tam było dać onomatopeje jąkania się, wtedy na pewno brzmiało by jak Tae!
    - Od kiedy ty znasz takie trudne słowa!?
    - Od kiedy ty umiesz pisać!?

    Moja edukacja zejdzie przez was na psy ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG! To było boskie!
    VKooki=Kocham <3
    Pozdrawiam i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komentarze pod obiema częściami, to wiele dla mnie znaczy ^^ a vkooków na pewno będzie więcej na blogu!

      Usuń