2015/11/06

Say that you love me

      

Przede wszystkim chciałabym podziękować czterem osobą. Yongi, za pomoc przy wyglądzie bloga. Bez niej nie wiem czy by się udało, a jeśli tak to z pewnością zajęłoby to dłużej. Ali za to, że truła (i nadal truje)  mi dupę prawie każdego wieczoru czy już coś dopisałam. Julce za to, że za każdym razem cierpliwie sprawdza i czyta moje ff. W sumie to jej współczuję :’). No i jest jeszcze Zuzka, która po prostu jest i to motywuje. Zwłaszcza patrzenie na jej reakcje podczas czytania.
Na początku wstawiam krótkiego fluffa z BTS. Nie napracowałam się przy nim jakoś szczególnie, ale mogę zapewnić, że kolejne będą bardziej ambitne. Nie wiem co jeszcze mogę napisać, więc po prostu życzę wam miłego czytania 

PS Komentarze mile widziane ;)

~Sasi




Siedziałem zapatrzony w talerz z jedzeniem, od czasu do czasu dźgając ryż pałeczkami. Były wtedy walentynki. W porównaniu do większość osób nie miałem nic do tego święta. Jednak nigdy nie spodziewałem się, że o wiele bardziej będę je wolał będąc singlem. Z Jiminem chodziłem już trzy miesiące i wszystko było między nami w porządku. Może oprócz tego, że przez ten trzy miesiące ani razu nie powiedział mi, ze mnie kocha. No może tylko wtedy kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Jednak od tamtej pory nic. Ja za to mówiłem mu to często. Już nie liczyłem na to, że odpowie mi to samo. Dawno wybiłem to sobie z głowy. Jedynie dzisiaj miałem nadzieję, że może chociaż w walentynki coś się zmieni. Jednak nic takiego się nie stało. Szlag mnie trafiał. Nachodziły mnie nawet myśli, że może mnie nie kocha. Starałem się jednak wybić je z głowy. Nagle moje przemyślenia przerwał Namjoon. Szturchnął mnie w ramie tak, że prawie spadłem z krzesła. Spojrzałem na niego z wyrzutem, a on uśmiechnął się zadowolony. 
-O czym tak myślałeś? -spytał Jin siedzący na przeciwko. Standardowo obejmował ramieniem Yoongiego, który wygląda jakby go tir przejechał. Pewnie miał wf przed przerwą. Nie zdziwiłbym się gdyby całą następną lekcję przespał. 
-O niczym ważnym. -odpowiedziałem w końcu. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotę. 
-Hyung, przecież widzimy, ze coś cię dręczy. -powiedział najmłodszy, Jeongguk. 
-To coś bardzo głupiego -mruknąłem. Oni i tak patrzyli na mnie wyczekująco, więc streściłem im całą historię. 
-Kurde, to nie za fajnie. My z Kookiem nie mieliśmy z takimi rzeczami problemów. -powiedział Taehyung kiedy skończyłem. Spojrzałem na tamtą dwójkę. Siedzieli blisko siebie i widać było, że są ze sobą szczęśliwi. Uśmiechnąłem się smutno. 
-W sumie to zanim Yoongi mi powiedział, że mnie kocha to też sporo czasu minęło. Właściwie to musiałem go do tego zmusić. -powiedział po chwili Jin. 
-Ta, pamiętam. -mruknął Yoon. Spojrzałem na nich zaciekawiony. 
-Jak zmusić? 
-Kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić spotykaliśmy się w każdy piątek. Za każdym razem robiłem coś na kolację albo jakiś deser. Kiedyś w końcu się na niego wkurzyłem i powiedziałem, że nie zrobię ciastek jeśli mi nie powie, że mnie kocha. -w tym momencie Yoongi przerwał Jinowi. 
-To było chamskie. To, że ci nie mówiłem, że cię kocham nie znaczyło, że tak nie było. Naprawdę byłem głodny i w tamtej chwili zrobiłbym wszystko dla żarcia. 
-Poruszająca historia. -prychnął Namjoon. 
-Od tamtej pory słodzicie sobie przy każdej możliwej okazji. 
-Masz z tym problem? -spytał groźnie Jin. 
-Ej, nie jesteśmy tacy uroczy! -wtrącił jeszcze Yoongi, ale nikt nie zwrócił na niego większej uwagi 
-Tak. Rzygam tęczą. -odpowiedział mu Namjoon.
 -Tęcza jest fajna! -jak zawsze Kookie musiał wtrącić swoje trzy grosze. Między nimi rozpoczęła się zagorzała dyskusja na temat przesłodzonych związków, a ja już wiedziałem, że to tyle jeśli chodzi o pomoc z ich strony. Znów wróciłem do krainy własnych myśli.
***


 Z niecierpliwością czekałem na dzwonek ogłaszający koniec lekcji. W końcu wiedziałem co zrobię w sprawie Jimina. Może jednak moi przyjaciele nie są tak bezużyteczni jak myślałem? Jeśli on nie chce po dobroci to zmuszę go, tak samo jak Jin hyung Yoongiego. Niech cierpi. 
Ledwo usłyszałem dzwonek, a już się pakowałem i jako pierwszy wyszedłem z klasy. Chociaż lepszym określeniem byłoby, że wybiegłem. W szatni szybko zmieniłem buty i już po chwili stałem przed szkołą, czekając na Jimina. Kiedy tylko go zobaczyłem ruszyłem w jego stronę, uśmiechając się jak idiota. On już wiedział co nastąpi, bo zrobił tę minę mówiącą: "Błagam, uratujcie mnie i zabierzcie go stąd!" Mimo wszystko kiedy zamknąłem go w stalowym uścisku, on objął mnie rękami i też przytulił. 
-Kocham cię. -mruknąłem do jego ucha z nadzieją, że może jednak nie będę musiał wcielać w życie mojego planu.
-Wiem. -odpowiedział mi, odsuwając się i łapiąc mnie za rękę. Delikatnie pociągnął mnie w stronę bramy, a ja westchnąłem z rezygnacją. Czyli nic się nie zmieniło, a on będzie musiał później pocierpieć. 
-O której się u ciebie spotykamy? -spytał gdy wyszliśmy zza bramy szkoły. 
-Za trzy godziny? Chyba zdążysz się ogarnąć, spakować i do mnie przyjść? 
-O ile będę u ciebie w ogóle nocować. -kiedy powiedział te słowa stanąłem w miejscu i spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. -No bo, widzisz, taka sytuacja, że ja jeszcze nie powiedziałem o niczym mamie. 
-Jimin! -lekko uniosłem głos. 
-No co? -z powrotem wziął mnie za rękę i pociągnął. Ruszyłem za nim. -Zapomniałem się spytać. 
-Boże, ty kiedyś zapomnisz mózg ze sobą wziąć. 
- O to się nie martw. O nim pamiętam, w końcu któryś z nas musi być tym myślącym. -spojrzałem na niego groźnie, a on w zamian pokazał mi język. Po chwili zrobiłem to samo i obaj zaczęliśmy się śmiać. 
-To będziemy oglądać jakiś film? -spytał po chwili ciszy.
 -Możemy. Taehyung zabiera gdzieś Kookiego więc mamy cały dom do dyspozycji i nikt nam nie będzie przeszkadzał. 
-To dobrze. Uszykuj coś fajnego. -uśmiechnąłem się do niego zadowolony, bo już wiedziałem co obejrzymy. On oczywiście się domyślił, bo w jego oczach zobaczyłem przerażenie. -Hoseok, nie. Nie będziemy oglądać Tytanica. 
-No ale czemu? To idealny film na Walentynki. -powiedziałem smutny, zatrzymując się przed furtką na jego podwórko. 
-Dla ciebie to film na każdą okazję. Oglądaliśmy go już dużo razy i teraz już nawet główna bohaterka nie jest seksowna. 
-Ty mnie nie rozumiesz! To taki piękny film! No proszę, to będzie idealny walentynkowy nastrój! -nalegałem i widziałem, że w środku już zaczął się łamać. 
-Będziesz znowu ryczał. Jak za każdym razem. 
-Obiecuje, że nie będę. -żeby dodać wiarygodności tym słowom, przyłożyłem prawą dłoń do serca. 
-Dobra, ale pod jednym warunkiem. Po Tytanicu oglądamy jakiś horror który przyniosę. -powiedział zadowolony. Już chciałem zacząć protestować, ale się powstrzymałem. 
-Zgoda. -odpowiedziałem. 
-Widzimy się za trzy godziny. - z tymi słowami szybko cmoknąłem go w usta i ruszyłem w stronę mojego domu. W ostatniej chwili przypomniały mi się jego wcześniejsze słowa. Odwróciłem się do niego szybko. 
-Jiminnie! -krzyknąłem, a on na mnie spojrzał. -Nikt nie może być seksowniejszy ode mnie! -po tych słowach odwróciłem się z powrotem i szybkim krokiem ruszyłem do domu, po drodze wchodząc do sklepu po potrzebne rzeczy. 
Może te walentynki wcale nie będą aż takie złe?
***


Podbiegłem do drzwi jak tylko usłyszałem dzwonek. Ledwo wpuściłem Jimina do środka, a już go całowałem. Nie moja wina, że przez te trzy godziny tak się za nim stęskniłem. Kiedy w końcu się od niego oderwałem spojrzał na mnie rozbawiony. 
-Jesteś głupi. -powiedział zakładając swoje okulary. W szkole zawsze nosił soczewki, jednak kiedy nadchodził weekend dawał odpocząć oczom i chodził w okularach. Wyglądał w nich uroczo, ale zawsze kiedy mu to mówiłem to się obrażał. On twierdzi, że jest męski, a nie uroczy. Wolałem się z nim na ten temat nie kłócić i coraz częściej zostawiałem dla siebie tego typu uwagi. 
-To jest nas dwóch. -odgryzłem się. 
-Kookiego już nie ma? -spytał, zmieniając temat i wchodząc głębiej do mieszkania. 
- Tak. Tae niedawno po niego przyszedł. Skoro możesz u mnie spać to może lepiej, że na noc nie wróci. -chciał coś powiedzieć, ale mu przeszkodziłem. - Jesteś głodny czy jedzenie może trochę poczekać? 
-Jadłem w domu. A co chcesz teraz robić?
-Musimy załatwić pewną sprawę. -z tymi słowami pociągnąłem go do mojego pokoju. Kiedy weszliśmy otworzył ze zdziwienia usta. 
-Po co to wszystko? -spytał patrząc na świeczki poustawiane na półkach i szafkach. Były jedynym źródłem światła w pomieszczeniu. W niektórych miejscach leżały płatki róż. 
-To wszystko jest do stworzenia romantycznego klimatu. -mruknąłem, obejmując go od tyłu. 
-A po ci romantyczny klimat? 
- Żebyś mógł mi powiedzieć jak bardzo mnie kochasz. -uśmiechnąłem się mimo, że on tego nie mógł zobaczyć. 
-Po co mam ci to mówić? Przecież wiesz. -odpowiedział, odwracając się w moją stronę. 
-Ale chce to usłyszeć. Chce usłyszeć jak mówisz: "Kocham cię". -szepnąłem, lekko popychając go w stronę łóżka. Tak jak chciałem, zaczął się cofać. 
-To chyba nic trudnego? 
-Nie mogę. -mruknął ze spuszczoną głową. 
-Nie możesz czy nie chcesz? -zmrużyłem oczy. 
-Nie potrafię. -nadal na mnie nie patrzył. 
-Czemu? Po prostu mówisz te dwa słowa. -mówiąc to, uśmiechałem się. 
-To nie takie proste. Nie jestem dobry w okazywaniu uczuć. Wiesz o tym. Nie widzę sensu w mówieniu tego, bo to tylko słowa które tak naprawdę nic nie znaczą. - w końcu na mnie spojrzał. Westchnąłem zawiedziony. 
-Nie chciałem tego Jiminnie, ale nie zostawiasz mi wyboru. Po prostu cie do tego zmuszę. - z tymi słowami popchnąłem go na łóżko i szybko usiadłem na niego okrakiem. Spojrzał na mnie przerażony. 
-Co ty chcesz zrobić? 
-Spokojnie, nie będzie bolało. -z tymi słowami zacząłem go łaskotać. Z początku zacisnął wargi i starał się powstrzymać od śmiechu. Jednak z czasem nie wytrzymał i jego śmiech niósł się po pokoju. Starał się odepchnąć moje ręce, ale nie miał siły. Po chwili sam zacząłem się śmiać, tyle, że z niego. 
-Hoseok, błagam przestań! Zaraz uduszę się ze śmiechu! -olałem jego słowa i dalej zawzięcie go gilgotałem. W pewnym momencie próbował mnie zrzucić, ale też z marnym skutkiem. 
-Powiesz, że mnie kochasz czy nie? -spytałam nie zaprzestając czynności i dalej się uśmiechając. On w odpowiedzi tylko pokręcił głową. Pochyliłem się nad nim i zacząłem dmuchać na jego szyję. Tam też miał łaskotki i zaczął się jeszcze bardziej wiercić i śmiać. 
-Proszę, przestań! Zrobię to. - powiedział, kiedy na chwilę oderwałem się od jego szyj. Po tych słowach od razu przestałem go łaskotać i spojrzałem na niego uważnie. 
-Kocham cię. -mruknął tak cicho, że ledwo dało się zrozumieć. Wyprostowałem plecy i przybrałem poważny wyraz twarzy. 
-Ah, doprawdy! Miałeś to powiedzieć, a nie wymruczeć. Tak z głębi serca. -starałem się ukrywać radość jaka się we mnie pojawiła. On przez chwilę po prostu na mnie patrzył, aż w końcu pozycję leżącą zmienił na siedzącą, tak, że wylądowałem na jego kolanach. Wziął moją twarzy w obie dłonie i spojrzał w oczy. 
-Kocham cię, ty niedorobiony kretynie. -po tych słowach mnie pocałował. Gdyby tego nie zrobił, pewnie zacząłbym szczerzyć się jak idiota. Kiedy rozdzieliłem nasze usta, oparłem swoje czoło o jego. 
-Powiedz to jeszcze raz. -mruknąłem, zamykając oczy. 
-Kocham cię. 
-Ja ciebie też. -odpowiedziałem i mocno go przytuliłem. On wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi. 
-Obiecaj, że teraz będziesz mi to często mówił. 
-Obiecuje. -odpowiedział i znowu mnie pocałował. Jedyne czego w tamtym momencie żałowałem to tego, że nie miał nam kto zrobić zdjęcia. Później patrzyłbym na nie przypominając sobie jak bardzo szczęśliwy byłem w tamtym momencie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz