Pairing: Kaisoo, w
tle Baekyeol, Taoris, Hunhan
Gatunek: AU, obyczaj
Rating: G
Ilość części: 2
Autorka: Julka
Od autorki: Witam,
przepraszam za tak długą nieobecność >.< Postaram się dodawać coś
częściej, jednak pisanie ostatnio opornie mi idzie. Mam nadzieję, że rozumiecie. Obie części tego os
dedykuję Zuzi, jako, że Kaisoo to jej ukochane OTP i to miał być prezent
urodzinowy, ale ja nie umiem w terminy… Jeśli pojawią się jakieś błędy, to
bardzo przepraszam. Jak zawszę życzę miłego czytania! ^^
*
Zajrzał za swoje
ramię po raz kolejny tego wieczoru i westchnął głośno, zwracając przy tym uwagę
osoby stojącej obok niego. Wysoki blondyn zmarszczył brwi, a nieco niższy
brunet zignorował swojego przyjaciela.
- Znowu? - pyta
półszeptem Yifan, nachylając się nad ramieniem Kyungsoo.
Ten jednak wzrusza
tylko ramionami. Nie chce zwracać na siebie zbytnio uwagi. Rzadko bywa w
muzeach sztuki. Tak właściwie to jest jego pierwszy raz, a gdyby nie Sehun
wcale by tutaj nie przyszedł. Głupi dzieciak studencik i jego zajęcia z
historii sztuki. Musiał oczywiście wsiąść ze sobą Yifana, który powinien być
teraz na jakimś ważnym zebraniu w swojej firmie i Kyungsoo który... Na pewno
znalazł by sobie lepsze zajęcie. Jak na przykład oglądanie telewizji, albo
zastanawianie się gdzie znowu zaginął jego kot. Nawet próby pisania wierszy
wydają mu się lepsze niż stanie tu i gapienie się na płótna poplamione różnymi
kolorami farby. Do tej pory utrzymuje się ze swojego jedynego tomiku poezji,
który został wydany pięć lat temu. To jego jedyny przebłysk geniuszu, bo od
tamtej pory nie był w stanie napisać nawet jednego wiersza. Nie żałuję bardzo,
bo tomik okazał się wielkim hitem. Za to
jego zdolności pisarskie nie idą na marne, bo w wolnych chwilach lubi pisać
opowiadania. O swoim ulubionym zespole. Żeby potem wstawić je na Tumblr. Jednak
nie znosi nazywać ich fanfikami. W końcu jest profesjonalistą. W każdym razie
mimo swojej poetyckiej duszy nie potrafi zrozumieć co Sehun widzi w tych
bazgrołach.
- Gapisz się
Kyungsoo. - słyszy głos Yifana nad swoim uchem.
Mruga szybko i
zdaje sobie sprawę, że cały czas stał ze wzrokiem przyklejonym do pleców
pięknego nieznajomego. Obserwuje go od dłuższego czasu i od początku wiedział,
że jest on najbardziej interesującym obiektem w tym muzeum. Młody chłopak,
wyglądający na studenta, z jasnobrązowymi włosami i opaloną skórą. Jego
szczupłe nogi opina materiał jasnych spodni, a wokół krągłych bioder ma zawiązaną
flanelową koszulę. Jedzie wzrokiem wyżej by dokładniej przyjrzeć się białej
koszulce, którą ma na sobie, ale ponownie przerywa mu blondyn.
- Powinieneś
podejść i do niego zagadać. Wiesz, jak na filmach.
- Ciebie już
kompletnie pogrzało hyung. Sojin i jej romansidła totalnie pozbawiły cię mózgu.
Nikt do niego nie podszedł ani na sekundę, więc z pewnością jest tutaj sam.
Lubi sztukę, a ja nie mam o niej pojęcia. Zbłaźnił bym się tylko. - mówi to
wszystko półszeptem.
- Jak chcesz. -
wzrusza ramionami - Sehun, długo jeszcze? Gapisz się na ten obraz z piętnaście
minut. - mówi do bruneta, jednak ten nie reaguje - Sehun, mały gnojku,
ściągnąłeś nas tutaj, więc nas nie ignoruj. Chodźmy dalej, pogapisz się na ten
obraz w Google grafika.
- Nie wytrzymam, ty
idioto... Hyung. - jego głos w sekundę zmienia się ze wściekłego w uroczy -
Mówiłem ci, że to co mogę zobaczyć na żywo mam zamiar zobaczyć na żywo. Nie
przez Internet, bo gdybym chciał tak zrobić w ogóle nie zawracałbym wam tylnich
części ciała. Teraz przestań być ignorantem i się zamknij. Hyung. - kończy i
odwraca się znowu w stronę obrazu.
Zapisuje coś w
notatniku, pewnie coś potrzebnego na uczelnie. Przykładny, mały gnojek.
Kyungsoo wraca
wzrokiem do przystojnego szatyna, który nie ruszył się ze wcześniejszego
miejsca nawet o centymetr. Wygląda jakby się porządnie zamyślił. Brunet wędruje
wzrokiem tam, gdzie wlepione są oczy nieznajomego. Patrzy na jakiś obraz pełen
niebieskich plam, wymieszanych z beżem i odrobiną żółtego... Tak właściwie
mężczyzna myślał, że obraz przedstawia syrenę na brzegu morza. Syrena...
Nagle podskakuje
nisko w miejscu i otwiera szeroko oczy. Niemożliwe - myśli dalej patrząc się na
obraz. Brakuje zieleni, a jednak zobaczył syrenę. Nie można mieć kogoś takiego
- dalej myśli, a w jego głowie układa się cały plan.
Szturcha Yifana,
może trochę za mocno.
- Idę do toalety.
Patrz czy ten chłopak odchodzi, w razie czego pisz. Chce wiedzieć gdzie jest.
- Idziesz sobie
zwalić, a to jakiś pojebany fetysz? - pyta, ale młodszy ignoruje go i rusza w
stronę toalet.
Już od dawna tak
się nie czuł. Wena nagle się obudziła, po kilku latach bezczynnego leżenia na
dnie jego mózgu. Kyungsoo nie jest pewien czy to przystojny, naprawdę
przystojny chłopak czy obraz wreszcie dał mu inspiracji, ale nie interesuje go
to. Możliwe, że to zasługa obu obiektów
jego obserwacji. Jednak teraz chce po prostu pisać, a do tego potrzebuje
spokoju. Nie żeby muzeum cierpiało na jego braki.
Wchodzi szybko do
toalety, którą znalazł na końcu korytarza. Wchodzi do pierwszej kabiny i od
razu zamyka drzwi na zamek. Jeśli to jego szczęśliwy dzień to może nikt tu nie
wejdzie. Sięga ręką do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciąga z niej
niewielki notatnik z długopisem. Kartkuje go przyglądając się zapisanym datą. Listopad
2009... Styczeń 2010... Przerzuca kartki dalej, aż dociera na
ostatnia zapisaną stronę. Jest na niej data z maja 2010, ale nie ma tam ani
jednego innego słowa. Jedynie nieudolny rysunek, który zapewne miał
przedstawiać człowieka, ale nogi zdecydowanie mu nie wyszły. Wyglądają jak
jedna wielka kończyna.
Przerzuca kartkę i
zapisuje nową datę. Listopad 2015. Poprawia długopis w dłoni, niemal
gotowy do napisania pierwszego wersu... Sekundę później długopis odbija się
głośno od podłogi. Mężczyzna wyraźnie blednie na twarzy, po czym chowa notatnik
z powrotem na miejsce. Wychodząc z kabiny przeciera sobie czoło ręką, a potem
wybiega z toalety, nawet nie zabierając ze sobą długopisu.
To zdecydowanie nie
jego dzień... Albo dekada.
Kiedy wraca do
swoich przyjaciół ciągle stoją w tym samym miejscu, a Yifan wygląda na naprawdę
zirytowanego. Także obcy chłopak nie ruszył się ze swojego miejsca. Kyungsoo
staje obok blondyna tak, żeby ten go zasłaniał, ale jednocześnie aby miał dobry
widok na przystojnego chłopaka.
- Co tam robiłeś?
- Nic. - odpowiada.
I niestety nie jest to kłamstwo - myśli.
Krąży wzrokiem
między Sehunem, a nieznajomym, aż w pewnym momencie ten drugi drga
niespokojnie. Sięga ręką do torby, którą ma przewieszoną na ramieniu i zaczyna
marszczyć nos, co podpowiada Kyungsoo, że ten coś czyta. Nagle chłopaka o
bordowych włosach nachodzi lęk, że ten niedługo sobie pójdzie. Dlatego sam
wyjmuje swój telefon i tak, aby nikt nie zauważył robi nieznajomemu zdjęcie.
Nawet kilka. Na wszelki wypadek, gdyby któreś wyszło rozmazane.
Potem, zgodnie z
jego obawami szatyn rusza w stronę wyjścia. Mija się w drzwiach z jakąś parą z
dzieckiem. Kyungsoo marszczy brwi, kiedy wzrok Sehuna odchodzi od obrazu, a
kieruje się w tamtą stronę. Brunet przechyla lekko głowę i przygryza wargę.
- Co? Możemy już
iść? - odzywa się Yifan z nadzieją.
- Mamo, naprawdę
musiałam tu z wami przychodzić? - da się słyszeć głos nastoletniej dziewczyny,
która dopiero co weszła do pomieszczenia ze swoimi rodzicami.
- Jinrin, mówiłam
ci, że wcale nie będziemy kręcić się tu długo. - odpowiada jej piękna kobieta,
uśmiechając się promiennie - Prawda, Luhan? - zwraca się do mężczyzny.
Jest on niewysoki i
ma delikatną urodę, przez co można nazwać go równie pięknym co jego żonę.
Nastolatka, Jinrin wygląda jak jego młodsza, damska kopia.
- Tak, chciałem
tylko się rozejrzeć, skarbie.
Potem Kyungsoo nie
słyszy już ich rozmowy, bo od razu przechodzą do następnego pomieszczenia.
Uświadamia sobie, że jego przyjaciele takrze przysłuchiwali się tej rozmowie.
Patrzy na obu i ze zdziwieniem stwierdza, że Sehun nie jest już w ogóle
skupiony na obrazie. Odchrząkuje głośno, a chwilę potem Yifan uśmiecha się
złośliwie do najmłodszego.
- Co dzieciaku,
chcesz zaciągnąć do toalety małolatę czy staruszka?
- Obojga, jeśli to
możliwe. - odpowiada mu bardzo poważnie, ciągle patrząc się w stronę w którą
odeszła rodzina.
- Wiesz, mógłbyś
się określić co do płci twoich partnerów. - mówi równie poważnie blondyn - Albo
przynajmniej co do wieku! - dodaje po chwili.
Jednak brunet już
go nie słucha, ruszając w stronę następnej sali. Macha im delikatnie dłonią na
pożegnanie, jednak myślami jest już gdzie indziej. Znika szybko za białą
ścianą. Blondyn marudzi coś jeszcze pod nosem o głupich dzieciakach i tym jacy
są niewyżyci, ale Kyungsoo go nie słucha. Jego serce z jakiegoś powodu wali
bardzo mocno i to jedyne, co w tej chwili słyszy. Po paru minutach jednak
przestaje i dopiero wtedy mężczyzna zdaje sobie sprawę, że jego drugi
przyjaciel też zniknął.
Z westchnieniem
ulgi stwierdza, że to koniec jego wycieczki po muzeum sztuki.
*
- Jongin-ah, co
robisz? Jongin-ah!
Szatyn porusza się
niespokojnie na swoim łóżku, po czym podnosi głowę z poduszki. Wychyla lekko
głowę za łóżko, by zobaczyć znudzoną minę swojego przyjaciela, leżącego na górnej
części łóżka.
- Śpię. - odpowiada
mu zaspanym głosem chłopak.
- Nie odzywasz się
do mnie od kąt wróciłeś z muzeum. - mówi, lekko nadąsany.
- To dlatego hyung,
że nie chciałeś tam ze mną pójść.
- Wiesz, że bym to
zrobił, gdyby nie Chanyeol! Tylko dzisiaj udało mu się wziąć wolne w pracy.
Jongin nie
odpowiada. Kładzie się i wtula swoją twarz w poduszkę. Studia są ciężkie, a on
robi wszystko co może, żeby być jak najlepszym. Zarywa noce, aby się uczyć, nie
imprezuje, w przeciwieństwie do Baekhyuna, nie ma nawet dziewczyny, ani
chłopaka. Dostosowuje się nawet do głupich rad swojego wykładowcy, który uważa,
że wszystko co da się zobaczyć na żywo, powinno się zobaczyć na żywo! Dlatego
dzisiaj z samego rana poszedł do muzeum sztuki, gdzie stał bezczynnie gapiąc się
na jeden obraz i próbując robić notatki, ale nie mógł, bo ktoś robił mu dziury
na całym ciele swoim wzrokiem.
Niezmiernie się
ucieszył kiedy dostał wiadomość od Taemina, że w ten piątek robi imprezie
urodzinową. Przynajmniej przez chwilę będzie mógł się rozerwać, zanim znowu
wróci do nudnej, uczelnianej rutyny. W końcu jakby mógł nie pójść na urodziny
przyjaciela, którego zna od dzieciństwa.
- Jongin-ah. -
słyszy znowu głos swojego przyjaciela.
- Hm? - mruczy w
poduszkę.
- Chanyeol nie da
rady iść w piątek do Taemina, więc pomyślałem, że mogę wziąć ze sobą innego
przyjaciela? Myślisz, że się nie obrazi?
- Nie, spokojnie, bierz
kogo chcesz. - mówi głosem stłumionym przez poduszkę.
- To super, bo nie
znoszę chodzić na imprezy sam, a ten przyjaciel jest naprawdę świetny, tylko
trochę nieśmiały. Studiuje tutaj, jest w twoim wieku, chyba nawet macie kilka
zajęć razem!
Jednak Jongin już
go nie słucha, bo zdążył usnąć. Teraz słychać już wyraźnie jego chrapanie.
Baek tylko wywraca oczami i kładzie się wygodnie na swoim łóżku, sprawdzając
coś na swoim laptopie.
*
... stąpa
delikatnie po piasku, który parzy mu nagie stopy. Delikatnie się pochyla i
kładzie na nim także ręce, idąc tak, próbując zachować całkowitą ciszę. Zbliża
się powoli do swojego celu. Wiatr wieje
lekko, sprawiają, że włosy wchodzą mu do oczu. Dawno ich nie ścinał.
W końcu znajduje
się przy stercie kamieni, za którymi znajduje się dalsza część plaży. Jednak
tam jest ona znacznie węższa, woda pozwala sobie za nieco więcej. Dlatego rybak
często tam nie bywa, to daleko od jego chatki, jednak wczorajszej nocy...
Zaczyna wspinać się
na jeden z największych kamieni. Trzyma się blisko niego, nie chcąc się za
bardzo wychylać. Rani swoje dłonie, jednak stara się nie zwracać na to za
bardzo uwagi. W końcu znajduje się na tyle wysoko, by zobaczyć co dzieje się na
drugiej części plaży.
Pierwsze co widzi
to czerwień. Sałkiem sporo czerwieni, a potem zieleń. Zieleń splamiona
czerwienią? Potem dostrzega jego. Piękna twarz, mocno zarysowana szczęka i
lekko zadarty do góry nos. Włosy przydługie, ciemne. Oczy w orzechowym kolorze,
lekko przymrużone, jednak widoczne nawet z takiej odległości. Zjeżdża wzrokiem
niżej. Pełne, duże usta. Dalej szyja, odznaczające się obojczyki i lekko
umięśniona klatka piersiowa, na której zatrzymuje wzrok na dłużej. Jest bardzo
blady - myśli.
Potem zjeżdża
wzrokiem jeszcze niżej i spotyka zieleń. Jego oczy powiększają się we
zdziwieniu. Nie rozumie co widzi. Zaczyna ciężko oddychać, próbuje to sobie
ułożyć w głowie. Jak najciszej zsuwa się z kamienia, a następnie zaczyna biec w
przeciwną stronę. Piasek nadal go parzy. W jego głowie ciągle pojawia się obraz
zieleni splamionej czerwienią.
Nagle zdaje sobie
prawe co zobaczył. Zatrzymuje się w miejsc i zaczyna krzyczeć, jednak szybko
zasłania sobie usta dłońmi. Dławi się własnymi krzykami, kompletnie przerażony.
Nie wie...
Kyungsoo przerywa w
pół zdania słysząc dzwonek do drzwi. Nagle jego kot zaczyna miałczeć z jakiegoś
innego pomieszczenia, a potem słyszy jak ten idzie pod frontowe drzwi.
- Gdzie się
chowałeś kocie? - mruczy pod nosem, po czym zdejmuje laptopa z kolan.
Szybko zapisuje
dokument w odpowiednim folderze i podnosi się z kanapy. Poprawia swoją czarną
koszulkę i idzie dokładnie tam, gdzie przed chwilą jego kot. Nie spodziewał się
żadnych gości o takiej później godzinie. Yifan zazwyczaj jest o takiej porze ze
swoją żoną, albo jakąś kochanką, a Sehun uczy się na uczelnie. W brew pozorom
jest pilnym studentem. Nikt inny raczej go nie odwiedza, o ile w ogóle wie,
gdzie Kyungsoo mieszka...
Otwiera drzwi, a za
nimi dostrzega czuprynę czarnych włosów.
- Cześć hyung.
- Sehun, co ty
tutaj robisz o tej godzinie?
- Przyszedłem w
celach integracyjnych. - mówi chłopak, po czym wyciąga zza rogu niewielką
klatkę, taką przeznaczoną do przenoszenia w niej zwierzęcia.
Wchodzi do środka
mieszkania i stawia ją na ziemi, od razu otwierając drzwiczki. Ze środka wypada
ruda, mała kulka. Ma krótki ogon, małe uszka i łapki, a za to długie futro,
przez co przypomina bardziej świnkę morską niż kota. Od razu wbiega w głąb
mieszkania, a zwierzak gospodarza rusza zaraz za nim.
- Niezła wymówka. -
odzywa się starszy.
- Zawsze jakaś. -
Sehun wzrusza ramionami, po czym zdejmuje buty, płaszcz i szalik. Wiesza to
wszystko na wieszaku, a Kyungsoo tylko wzdycha i idzie w stronę kuchni.
- Jaki jest cel
twojej wizyty?
- Jesteśmy
przyjaciółmi. - odpowiada mu, siadając na kuchennym blacie.
Niższy nastawia
wodę do zagotowania i wyjmuje z szafki dwa kubki.
- Proszę cię, nie
pamiętam kiedy ostatni raz przyszedłeś do mojego mieszkania bez ważnego powodu.
- robi krótką pauzę - Chcesz herbaty, czy będziesz się jeszcze dzisiaj uczył?
- Nie będę, ale tak
czy tak chce kawę. Mam jeszcze coś do zrobienia.
- Co to takiego?
- Muszę iść na kampus
do mojego kumpla. Nazywa się Tao, chyba kiedyś wam o nim wspominałem? Chce do
niego wpaść, przy okazji zobaczę się jeszcze z paroma osobami, bo wszyscy i tak
będą dzisiaj w pokoju Tao... Będą pić, czy coś. I jeden z nich ma podobno do
mnie jakąś sprawę, więc to raczej konieczne, żebym tak poszedł.
- Nigdy nawet bym
nie pomyślał, że jesteś tak towarzyski...
- Hyung! - w takich
momentach brunet pokazywał swoją dziecinną stronę, a Kyungsoo naprawdę to
docenia.
Nie ma pojęcia w
którym momencie Sehun tak bardzo dojrzał. Jeszcze niedawno był dla niego tylko
małym kuzynem Yifana, a teraz... To dorosły facet, chociaż trudno mu to
przyznać. On dojrzał, a Kyungsoo... Zestarzał się. Ten fakt zawsze nie może do
niego dotrzeć. Ma już trzydzieści lat, jest bezrobotny, mieszka w małym
mieszkaniu ze swoim kotem, który co chwilę gdzieś znika. Nigdy nawet nie myślał
o tym, co chciałby robić w przyszłości. Nigdy nie myślał o związaniu się z kimś
na stałe, a co dopiero o założeniu rodziny. Żyje chwilą, nie ma pojęcia co
chciałby zrobić następnego dnia. Prawda jest taka, że jest całkowicie wolny,
mogąc zrobić wszystko, albo nie robiąc nic. Jak do tej pory trzyma się tej
drugiej opcji. Jednak kiedy zaczyna o tym myśleć przypomina mu się dzień ślubu
Yifana i słowa, które mu wtedy powiedział.
- Musisz w końcu
ruszyć w którymś kierunku, Kyungsoo. Nie możesz wiecznie stać w miejscu. Teraz
jeszcze masz jakieś opcje, ale któregoś dnia one znikną. Zostanie ci prosta
droga, którą pójdziesz prosto do grobu. Nie jesteś tego typu osobą, wiem, że
tego nie chcesz. Dlatego zlituj się i proszę, zrób ze swoim życiem cokolwiek,
co dałoby mu jakiś cel.
Jednak mężczyzna
nadal stoi, najzwyczajniej w świecie nie widząc co chce zrobić ze swoim życiem.
To jak teraz żyje jednocześnie mu pasuje i jednocześnie sprawia, że ma ochotę
umrzeć. Dlatego naprawdę stara znaleźć się jakiś stały punkt. I nie wiedząc
czemu pierwszą osobą, jaka przychodzi mu teraz na myśl jest przystojny
nieznajomy z muzeum.
- Hyung? Woda się
gotuje.
Głos Sehuna wyrywa
go z zamyślenia. Szybko przygotowuje dwie kawy i podaje jeden kubek młodszemu.
- Nie wybierasz się
dzisiaj spać? - pyta, lekko zaciekawiony wyborem przyjaciela.
- Będę pisać.
- Właśnie, powód
dla którego tutaj przyszedłem... - mówi i wyciąga z kieszeni czarny długopis, z
żółtymi zdobieniami - To twój długopis prawda? Wszystkie twoje długopisy tak
wyglądają.
Mężczyzna przez
chwile nie wie o co chodzi brunetowi, ale potem zdaje sobie sprawę, że zgubił
dzisiaj jeden będąc w muzealnej toalecie.
- Prawdopodobnie
tak, zgubiłem dzisiaj jeden.
- Znalazłem go
dzisiaj w muzeum, w toalecie.
- Muszę pytać, po
co tam byłeś? - pyta, ale widząc wyraz twarzy przyjaciela wzdycha - Które z
nich?
- Tatusiek.
- Sehun, to
obrzydliwe. On był dużo starszy od Yifana, to... Boże, wyjdź z mojej kuchni, w
tej chwili!
- Wolałbyś żebym
dobierał się do nieletniej?
- Wolałbym, żebyś
gwałcił tamten obraz wzrokiem kolejne pół godziny.
Oboje się śmieją, a
Sehun prawie popluł się kawą.
- W każdym razie...
Wiem, że zawsze masz przy sobie długopis i notatnik. Próbowałeś pisać, prawda?
Coś się stało i nie wziąłeś długopisu, byłeś bez niego przez resztę dnia,
chociaż od lat zawsze jakiś masz w kieszeni. Uświadomiłeś sobie, że nie jesteś w
stanie nic napisać, byłeś tak zaskoczony, że upuściłeś długopis, wyszedłeś i
nawet tego nie zauważyłeś. Czujesz się zdezorientowany i zagubiony, nie wiesz
czemu nie możesz pisać, skoro dostałeś prawdziwego ataku weny. Mam rację?
- Sehun, w którym
momencie z głupiego idioty, zrobił się z ciebie całkiem inteligentny idiota?
- Po prostu oglądam
Sherlocka.
*
Jongin obudził się
późno wieczorem i zdał sobie sprawę, że przegapił wszystkie wykłady i zajęcia
tego dnia. Musiał niestety przełożyć zabójstwo Baekhyuna, który postanowił go
nie budzić i wyłączyć jego telefon, bo ten poszedł upić się do pokoju jakiegoś
swojego kumpla, którego on ledwo co kojarzy. Wie, że jest chińczykiem, wszyscy
na piętrze wołają na niego Panda, czasami Gucci i jest dosyć popularny. Jednak
on widział go chyba tylko raz w życiu, kiedy oboje poszli w tym samym czasie do
łazienki. Baek mówił mu jednak, że teraz zmienił kolor włosów na blond. Jongin
nie wie czy rozpoznałby go na korytarzu w akademiku.
Nie wie co ma
robić, więc po prostu pisze do swojego przyjaciela:
Do: Lee Taemin.
Robisz coś teraz?
Dostaje odpowiedź
niemal natychmiast.
Od: Lee Taemin.
Jestem z Minho.
I już wie, że
będzie musiał spędzić dzisiejszy wieczór samotnie. Nie ma ochoty na naukę, więc
wraca na swoje łóżko i leży tak bezczynnie przez kilkanaście minut. Myśli o
jutrzejszym wieczorze, o tym z kim przyjdzie Baekhyun. Chłopak pewnie przyszedł
by po prostu z nim, ale Jongin zawsze jest obstawą Taemina, a już zwłaszcza
teraz, bo Minho w tym roku nie będzie na jego urodzinach. Chłopak ostatnio
opuścił się w nauce, a kolokwium się zbliża i ten woli nie ryzykować, a Taemin
to rozumie.
W sumie to Jongin
tego nie rozumie, ale postanawia nad tym nie myśleć. W zamian podnosi się
energicznie i idzie się przebrać. Postanawia wyjść się przewietrzyć,
przynajmniej udawać, że idzie to zrobić, a tak naprawdę chce tylko znaleźć
kogoś z papierosem. Nie pali często, właściwie tylko wtedy kiedy wczesnym
rankiem natchnie się na Chanyeola, który jeszcze się nie ewakuował, po nocy
spędzonej na łóżku Baeka i pali w ich pokoju przy otwartym oknie. Jednak teraz
ma potworną ochotę zapalić. Albo wypalić sobie płuca, wszystko jedno. Dla niego
to bez różnicy.
Zakłada jakiś
bordowy sweter, który znajduje na podłodze idąc do łazienki i przetarte, jasne
jeansy. Kiedy patrzy na swoje odbicie w lustrze wzdycha głośno. Tak się stara o
dobry i estetyczny wygląd, ale mieszka na kampusie do cholery. Moczy ręce pod
kranem i zaczesuje nimi włosy do tyłu. Ma nadzieje, że na dworze jest
wystarczająco ciemno. Wraca się do pokoju jeszcze po płaszcz, telefon i jakieś
pieniądze, gdyby ktoś chciał drobne za papierosa. Wychodzi prawie od razu, mija
tylko kilku zalanych studentów. Ostatnio wymyślili jakiś nowy trend,
oznajmiający, że czwartek to nowy piątek i teraz właśnie w ten dzień tygodnia
urządzają cotygodniowe spijanie się. Według Jongina to po prostu idiotyzm, ale
Baekhyun z chęcią uczestniczy w tych spotkaniach.
Kiedy znajduje się
przed budynkiem uderza w niego fala zimna. W jednak mimo wszystko nie jest tak
zimno – myśli, pocierając swoje ramiona dłońmi. Od razu dostrzega jakiegoś
chłopaka z papierosem. Podchodzi szybkim krokiem, przybierając nieco bardziej
męską postawę. Zatrzymuje się metr przed chłopakiem i odchrząkuje, by ten na
niego spojrzał. Po dłuższej chwili nieznajomy podnosi na niego wzrok.
- Podzielił byś się
jedną fajką?
Ma czarną grzywkę, spod której ledwo widać jego oczy. Uśmiecha się lekko
do drugiego chłopaka i wysuwa w jego stronę rękę z paczką papierosów. Jongin
wyjmuje jednego, a potem przechyla się lekko w stronę bruneta, który teraz
czeka na niego z wyciągniętą zapalniczką. Chłopak zapala papierosa i zaciąga
się mocno.
- Może nie mam zbyt dobrej pamięci do twarzy, ale jestem pewien, że
ciebie nigdy tutaj nie widziałem. Mieszkam tu całkiem długo, wiesz.
- To prawdopodobnie dlatego, że nie mieszkam w akademiku. – chłopak
odpowiada dopiero po dłuższej chwili.
- Co tutaj robisz?
- Odwiedzałem kumpli. – mówi i rzuca peta na ziemię, przygniatając go
butem – Musiałem się zwinąć, bo mają wielkie picie, a nie chce przebywać z
pijanymi kiedy ja jestem trzeźwy.
- Pewnie odwiedzałeś Pandę? – odzywa się Jongin z nadzieją, że nie zrobi
z siebie debila. Po co się w ogóle odzywa, skoro nie zna tego chłopaka?
- To zadziwiające, że znasz jego, a nie znasz mnie. – śmieje się jego
towarzysz i szatyn naprawdę żałuje, że w ogóle zapytał.
- Nie kojarzę.
- Jestem jego dobrym przyjacielem, czy coś.
- Czy coś. – Kai parska śmiechem.
Wyższy chłopak patrzy na niego mrużąc oczy, jakby starał się go sobie
przypomnieć. Przecież gdzieś już dzisiaj widział te fryzurę. Jednak za nic nie
może sobie przypomnieć. Najwyraźniej nie jest on nikim ważnym, czy kimkolwiek
kim mógłby się przejąć.
- Jak się nazywasz? – pyta.
- Jongin, ale większość znajomych mówi na mnie Kai. Kim Kai. – mówi,
kończąc swojego papierosa – Ty jak się nazywasz?
- Oh Sehun, studiuję ekonomię, ale często będziesz mógł mnie zobaczyć
wśród studentów historii sztuki. I na ich wykładach. – mówi obojętnie, jakby to
była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
- Tak? To ciekawe, bo ja studiuję historię sztukę.
- Tak? – pyta zaciekawiony brunet.
Naprawdę bardzo kojarzy tego chłopaka, ale nie ma pojęcia skąd. Może był
dzisiaj rano w muzeum? Mało prawdopodobne, bo oprócz niego i jego przyjaciół,
chłopaka do którego Kyungsoo wzdychał, Luhana,
wraz z żoną i córką nie było praktycznie nikogo. Może jednak gdzieś się
przewinął.
- Słuchaj powiesz mi, która jest godzina? Chyba zostawiłem gdzieś
telefon, a trochę mi się śpieszy.
- Jasne, jest... – sięga do kieszeni, w międzyczasie rzucając peta na
ziemię i przydeptując go butem – Dwadzieścia minut po dziewiątej.
- Dzięki. – uśmiecha się i klepie go po ramieniu – Do zobaczenia!
- Tak, cześć. – mówi i patrzy jak chłopak odchodzi w stronę wyjścia z
terenu kampusu.
Stoi jeszcze długo w miejscu, tak po prostu patrząc się w ciemne,
Seulskie niebo. Myśli nad tym, że tak naprawdę nigdy nie poznał Sehuna, choć
najprawdopodobniej jest często na jego wykładach. Nie poznał nawet Pandy Gucci,
jednego z najbardziej znanych ludzi na uniwersytecie, ani żadnego ze znajomych
Baekhyuna, oprócz Chanyeola i Jongdae. Jednak ten drugi się nie liczy, bo jego zna
każdy, bez najmniejszego wyjątku. Cały swój czas poświęca na naukę. Przypomina
sobie rozmowę którą kiedyś odbył z Chanyeolem, kiedy obudził się bardzo
wcześnie rano, a ten siedział przy otwartym oknie paląc papierosa.
- Hej, Jongin. Dzień dobry kolego.
- Cześć hyung. – odpowiedział zaspany i
przysiadłem się do niego.
- Znowu uczyłeś się całą noc?
- Yhmm. – wymruczał w odpowiedzi, sięgając po
papierosa.
- Zawsze cię podziwiałem. – śmieje się cicho w
odpowiedzi – Czemu się tak katujesz?
- Żeby być najlepszym. Żeby skończyć studia,
mieć dobrą pracę...
- Racja, jesteśmy na studiach. Dlatego wiesz
już, jako kto chcesz pracować, nie?
Nie odpowiedział mu wtedy. Po prostu nie wiedział i nadal nie wie. Jest
tutaj, robi wszystko najlepiej, zajmuje się tylko i wyłącznie nauką. Oczywiście
mu się to opłaca. Skończy studia i... Co dalej? Życie bez marzeń i celów jest
ja bycie martwym, ktoś kiedyś powiedział. Jongin definitywnie się tak czuje.
Po kolejnych kilku minutach słyszy jak dzwoni telefon. Jednak nie ten
jego, a w okolicy nikogo nie ma. Szatyn marszczy brwi i zaczyna się rozglądać.
Słyszy głośny dźwięk wibracji. Ogląda się za siebie i widzi jak coś świeci
między kwiatkami. Wyciąga rękę w tamtą stronę. Na ekranie wyświetla się numer i
nazwa Tylko Kyungsoo. Nie myśli za
wiele i odbiera połączenie.
- Hej, Sehun. Yifan mówi, że jeszcze nie ma cię w domu. Wiesz, że puki
mieszkasz w hotelu jego żony stosujesz się do jego zasad...
- Nie jestem Sehunem. – odzywa się Jongin myśląc, że to odpowiednie –
Wydaje mi się, że jakiś czas temu rozmawiałem z twoim Sehunem, ale już go tutaj
nie ma. Znalazłem ten telefon na ziemi.
Przez chwilę nikt się nie odzywa i szatyn myśli, że powiedział coś nie
tak.
- Ten głupi dzieciak... – osoba po drugiej stronie odchrząkuje – Gdzie
jesteś? Przyjadę po ten telefon.
- Przed akademikiem, obok uniwersytetu...
- Dobra, wiem gdzie. Sehun mówił, że tam pójdzie. – milczy przez chwilę
– Mógłbyś wyjść przed bramę do kampusu? Będę tam za dosłownie dziesięć minut,
mieszkam bardzo blisko.
- Oczywiście, do zobaczenia.
Nieznajomy się rozłącza, a Jongin wzdycha. Ma bardzo interesujący głos. Chłopak może sobie tylko wyobrazić, jak
ta osoba wygląda. Jednak za dziesięć minut będzie mógł sam się przekonać. Jeśli
będzie wyglądać różnie dobrze, jak brzmi jego głos, to może da się zaprosić na
randkę? Albo po prostu do baru, żeby się napić jak kumple? To może się stać?
O czym myślisz, ty masz studia idioto. Dla osoby z takim głosem
jest chyba w stanie trochę zagiąć swoje zasady.
Rusza szybkim krokiem w stronę wielkiej bramy. Rzadko opuszcza kampus,
czuje się tutaj niemal jak więzień. Może jednak za kilka chwil się to zmieni.
Oszalałem – myśli, ale nawet nie stara się powstrzymywać przed różnymi
wyobrażeniami.
Trochę ponad pięć minut później pod bramą zatrzymuje się jakiś samochód.
Jongin się na nich kompletnie nie zna i jedyne co potrafi stwierdzić to to, że
jest granatowy, a jak na niego to i tak dużo. Ktoś otwiera drzwi z drugiej
strony i wychodzi. Szybko je zamyka, a potem okrąża pojazd, by stanąć tuż przed
szatynem.
Ten traci na chwilę oddech. Mężczyzna przed nim jest dużo niższy od
niego, jednak raczej starszy. W świetle latarni doskonale widzi jego bordowe
włosy, opadające swobodnie na czoło. I te wielkie, okrągłe oczy i których
mógłby się utopić. Nie może oderwać od nich oczu, jednak w końcu to robi i
widzi duże usta w kształcie serca. Pierwsza myśl jak mu przychodzi do głowy, to
to, ż z chęcią by je teraz pocałował. Po prostu wyglądają, jakby były do tego
stworzone, a Jongin nie chciałby zmarnować okazji. Mężczyzna ma na sobie długi,
czarny płaszcz,a pod szyję założony szary szalik. Wygląda więcej niż dobrze,
chociaż to nic specjalnego. Jongin nie wie co ma myśleć.
- Ty jesteś Kyungsoo? – pyta i uśmiecha się lekko. Natychmiast żałuje,
że wyszedł z akademika taki nieogarnięty.
- Tak. – odpowiada mu ten drugi, także lekko się uśmiechając – Chyba nie
przedstawiłeś mi się?
- Ah jasne, przepraszam. – szatyn mówi szybko – Jestem Jongin, ale
możesz mówić do mnie Kai. – potem sięga do kieszeni i wyjmuje znaleziony
telefon – Telefon, po który przyjechałeś.
Kyungsoo przez dłuższą chwilę nie zdejmuje wzroku z jego twarzy i
uśmiechnął się trochę bardziej. Jongin jest prawie pewny, że się lekko
zarumienił, ale to nie jego wina.
- Tak, racja. – niższy chwyta telefon w ręce i parska śmiechem – Ten
idiota wszędzie go gubi.
- Nie jestem pierwszą osobą od której go odbierasz? – śmieje się szatyn.
- Szczerze mówiąc to nie, ale jesteś pierwszą osobą, której za jego
zwrot chce zaprosić do kawiarni.
Serce Jongina prawie wyskakuje z klatki piersiowej, jednak stara się
zachować spokój. Drugi chłopak nie musi wiedzieć, jak bardzo jest
podekscytowany i jak bardzo wpadł mu w oko. Jeśli to wyjdzie, to dowie się
później, jeśli nie... Miejmy nadzieję, że jednak wyjdzie.
- Jasne, zaraz obok jest jedna, którą bardzo lubię. – odpowiada mu i
uśmiecha się jeszcze szerzej.
Właściwie to Baekhyun lubi tą kawiarnię, bo pracuje w niej Chanyeol, ale
nie ma to za dużego znaczenia. On naprawdę nie wychodzi często i ma wrażenie,
że widać to na pierwszy żut oka. W końcu jest takim idealnym studentem, nigdy
nie imprezuje, bla bla bla. Jasne, wszyscy to wiedzą. Jednak Kyungsoo nie. Idą
w komfortowej ciszy podczas której telefon niższego dzwoni kilka razy, ale ten
ciągle odrzuca połączenia. Kai nie wie czy powinien się cieszyć, czy może
martwić?
W kawiarni są zaledwie kilka minut później i chłopak z bordowymi włosami
otwiera przed tym drugim drzwi. Kiedy są w środku siadają przy oknie. Jongin z
ulgą stwierdza, że Chanyeola albo nie ma, albo siedzi na zapleczu. Nawet jeśli
by był, to nie byłby duży problem, bo chłopak mimo bycia irytującym, głośnym i
jeszcze raz irytującym raczej nie popsułby mu tej prawie-randki. Zdejmują
kurtki i wieszają je na wieszaku niedaleko.
- Nie jesteś studentem, nie? – pyta z czystej ciekawości, kiedy już
siadają.
- Nie, nie jestem. W sumie to nigdy nie byłem. Mam trzydzieści lat, mam
nadzieję, że ci to nie przeszkadza?
- Właściwie to nie. – opowiada zgodnie z prawdą.
- To dobrze. – odpowiada uśmiechając się – Ty jesteś studentem, więc co
studiujesz?
Kai wzdycha, ale nie dane jest mu odpowiedzieć, bo przy nich pojawia się
kelnerka. Jest niewysoka i ma rude włosy upięte w koka. Szatyn zamawia
waniliową herbatę, a ku jego zdziwieniu starszy prosi o Americano. Dziewczyna
kłania się im, a potem odchodzi.
- Kawa o tej godzinie?
- O tym możemy porozmawiać za chwilę, ale najpierw chce pomęczyć cię
pytaniami. – oboje się śmieją.
- Studiuję historię sztuki od czterech lat i grafikę od dwóch. Do tego
drugiego kierunku zachęcili mnie rodzice, bo przecież mam taki wielki talent, a
za samo bycie wspaniałym humanistą pracy nie dostanę.
- W tych czasach mało osób docenia takie rzeczy. – wzdycha niższy.
- Masz rację. – potakuje – Co ja mogę mówić? Studia są męczące, zajmują
mi większość czasu. Jestem przykładnym i dobry studentem w przeciwieństwie do
mojego współlokatora, który co chwilę chodzi na jakieś imprezy, albo po prostu
się napić. Jesteśmy przyjaciółmi, ale jesteśmy kompletnie inni.
- Skądś to znam. – uśmiecha się – Co będziesz robił potem? Znaczy się,
po studiach.
- Jeszcze tego nie wiem...
Oczy Kyungsoo stają się jeszcze większe, ale nie przez zdziwienie.
Raczej przez... Zrozumienie?
- Dlaczego kawa o tej godzinie? – pyta wykorzystując fakt, że starszy
milczy.
- Jestem pisarzem, praktycznie nie praktykującym. – wydyma śmiesznie
usta zastanawiając się – Chyba tak można mnie nazwać. Jakiś czas temu wydałem
popularny tomik poezji, ale od tamtej pory cisza. Od dzisiaj rana mam znowu
wenę i staram się pisać, a do tego potrzebuję energii.
- To świetne. – uśmiecha się Jongin – Naprawdę świetnie, jesteś
pisarzem, to jest... Coś. Naprawdę. Planujesz już coś nowego? Albo zamierzasz
zając się czymś innym?
- Właściwie, to nie wiem co zamierzam...
I przez to zdanie ta dwójka już doskonale się rozumie. Nie potrzeba
więcej słów.
Do ich stolika podchodzi ta sama ruda dziewczyna z ich napojami.
Uśmiecha się do Jongina, ale ten ją ignoruje wpatrzony w chłopaka siedzącego
naprzeciwko. Pierwszy raz czuje się w pełni zrozumiany, nawet jeśli dopiero się
poznali.
Wtedy ktoś wchodzi do kawiarni, a szatynowi z jakiegoś powodu wzrok
odlatuje w kierunku drzwi.
- ... Panda Gucci? – mruczy pod nosem.
Cóż myślał, że go nie rozpozna, ale jednak się mylił. Chłopak ma bardzo
charakterystyczną twarz. Wszedł do środka z jakimś starszym mężczyzną. Wtedy
Kai orientuje się, że w środku nie ma nikogo po za nimi. Nie dziwi się, jest
blisko dziesiątej wieczorem. Kyungsoo podąża za jego wzrokiem...
- Yifan hyung? – mamrocze.
Młodszy patrzy na niego zdziwiony, a potem znowu na parę. Jednak oni siadają
po drugiej stronie kawiarni, w ogóle ich nie zauważając.
- Znasz go?
- To mój przyjaciel. Nie wiedziałem, że spotyka się z jakimś
chłopaczkiem...
- Studiuje na tym samym uniwersytecie co ja. Mieszkamy też w jednym
akademiku.
- Naprawdę? – patrzy zaciekawiony na młodszego.
Ten tylko kiwa głową. Mężczyzna wydaje się zaniepokojony. Jeszcze chwilę
patrzy w stronę nowo przybyłych, a potem wraca wzrokiem w stronę swojego
towarzysza. Znowu się uśmiecha, a Jonginowi bardzo się to podoba.
Piją swoje napoje i rozmawiają, o już mniej znaczących rzeczach aż do
zamknięcia kawiarni, kiedy są zmuszeni wyjść. Mówią trochę o literaturze,
trochę o tym, że papierosy są dobre na wszystko, o tym, że Kyungsoo narzeka, że
Sehun to idiota, a Kai tylko przytakuje. Gdyby nie zgubił tego telefonu nie
spędziłby tak wspaniałego wieczoru. Idą okrężną drogą do samochodu starszego,
nadal rozmawiając. Jongin już dawno stracił poczucie czasu. Jakby całe życie
czekał na ten moment.
Kiedy są już przy aucie zatrzymują się i milkną, ale nawet tego nie
zauważają. Każdy pogrąża się we własnych myślach. Jongin myśli, że chce to
powtórzyć. Najlepiej jeszcze wiele razy. Także, że starszy mężczyzna jest
cholernie przystojny i inteligentny. A on zdecydowanie to ceni.
Kyungsoo myśli o syrenach i czy powiedzieć młodszemu o tym, że widział
go dzisiaj w muzeum. Uznaje jednak, że na razie to mało ważne. Są ważniejsze
rzeczy. Na przykład to, że czuje, że Kai rozumie go doskonale, dlatego nie boi
się wypowiedzieć następnych słów.
- Kiedy zobaczyłem cię pierwszy raz wydałeś mi się świetnym pierwszym
krokiem, by nadać sobie jakiś cel w życiu.
- To śmieszne, bo pomyślałem o tym samym, jeśli chodzi o ciebie.
Tutaj naprawdę nie ma już nic więcej o powiedzenia. Słowa są zbędne i
oboje zdają sobie z tego sprawę. Dlaczego Jongin nachyla się nad starszym i
łączy ich usta w długim, namiętnym pocałunku.
Bardzo mi się spodobało, naprawdę miła odskocznia od długich fluffowo-angstowo-smutowych opowiadań xd
OdpowiedzUsuńParing Kaisoo moim zdaniem idealnie tutaj pasuje ^^ Więcej takich opowiadań i świat stanie się piękniejszy :D (przynajmniej dla mnie xd)