Prolog~
Hejka! Wracam do was z prologiem nowego fanficka. Co jakiś czas w zakładce Fan Fiction Sasi będę dodawała nowe postacie. Nie mam teraz za dużo do opowiadania na temat tego ficzka, więc życzę wam po prostu miłego czytania :).
Sasi~
Kobieta idzie szybkim krokiem przez długi
korytarz, z rzędami drzwi po bokach. Ma na sobie białą koszulę, czarną
marynarkę i spodnie w tym samym kolorze. Nawet bez ciemnych szpilek jest
wysoka. Jej twarz nie wyraża nic poza powagą. Za nią idzie mężczyzna z teczką w
dłoni. Musi iść szybko, aby dotrzymać jej kroku. Docierają na koniec korytarza
i wchodzą w ostanie drzwi po prawo. Najpierw ona, a dopiero potem on. W środku,
między komputerami kręci się dużo osób. Pokój ma wysokie ściany i jest duży.
Kobieta rozgląda się w poszukiwaniu jednej osoby. Zauważa ją w tym samym
czasie, co ona ją. Wchodzi na platformę, po schodach znajdujących się przy
drzwiach. Ludzie kiwają jej głową, mijając ją. Nie musi patrzeć za siebie żeby
wiedzieć, że mężczyzna nadal za nią podąża. Kiedy dociera na szczyt schodów
patrzy na wszystko z góry. Nie ma osoby która by czegoś nie robiła. Nie zawraca
sobie głowy przywitaniami. Przechodzi od razu do rzeczy.
-Wszystko gotowe? -pyta suchym tonem. Drobna blondynka stojąca przed nią odstawia na bok kubek z kawą i odpowiada dopiero po chwili.
-Prawie. Godziny i kolejność są takie jak kazałaś. Jest tylko jeden problem.
-Jaki? -można usłyszeć, że zaczyna się denerwować. Nie lubi przeszkód i utrudnień.
-Nie możemy sprawić żeby wszyscy wylądowali w tym samym miejscu. Próbowaliśmy wszystkiego i nie wiemy ile czasu zajmie rozwiązanie tego problemu. -dziewczyna zastanawia się nad każdym swoim wypowiedzianym słowem. Starsza szatynka wzdycha i zakłada włosy za ucho. Mimo, że odległości są stosunkowo małe, nadal jej przeszkadzają. Wie, że nie może obwiniać blondynki za tę przeszkodę, nawet jeśli bardzo by tego chciała. Cała ta osiemdziesiątka ludzi, w tym pomieszczeniu ciężko pracowała przez ostatnie tygodnie, żeby osiągnąć tak wiele. Tylko ta jedna rzecz, która wydawała się łatwa do wykonania, w porównaniu do innych, musiała być utrudnieniem.
-Pytałaś o pomoc...-kobieta nie może dokończyć, ponieważ odzywa się ktoś za nimi. Ktoś kogo nie było tam jeszcze przed chwilą. -Pytała. - nowoprzybyły mężczyzna opiera się o ścianę. Ani trochę nie pasuje do otoczenia. Włosy ma w kompletnym nieładzie, jakby dopiero wstał. Na ciemnej koszulce widnieje napis ,, Impreza to nie wydarzenie. Impreza to stan umysłu '', a spodnie przylegają do nóg jak druga skóra. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy ani na chwilę, przez co ciągle widać rząd jego białych zębów. Niektórzy patrzą na niego z dezaprobatą, za to inni z szacunkiem. Ta druga połówka za pewne wie kim on jest. -Zrobiłem już dla was tak dużo. Myślicie, że stworzenie wyspy z niczego to dla mnie codzienność? Chciałbym podkreślić, że wyspy której nikt nie będzie widział. Z tak drobną sprawą powinniście sobie sami poradzić. W końcu czyż nie jesteście ludźmi najmądrzejszymi w tym mieście?
-Płace ci za to. -kobieta denerwuje się coraz bardziej. Zaczyna mieć już dość tego nieposłusznego, a jednak potrzebnego idioty.
-Kochaniutka, ja to robię nie dla pieniędzy, a dla zabawy. -brunet z każdym dniem pozwala sobie na coraz więcej. Odrywa się od ściany i idzie krok w ich stronę -Kiedy będziecie już mieli coś ciekawego do roboty to dajcie mi znać. Póki co znikam, bo czeka na mnie impreza i kilka, o wiele milszych od ciebie pań. -wraz z ostatnim słowem znika pozostawiając po sobie brokat powoli opadający na podłogę. Nikt nic nie mówi. Każdy patrzy z zaciekawieniem na szatynkę, która w głowie obmyśla każde możliwe wyjście z tej sytuacji. Opiera się rękami o barierkę i już wie co zrobi.
-Zostawcie to w spokoju. Dopracujcie do końca każdy inny szczegół, a jutro teleportujemy pierwszą osobę. Chce żeby wszystko wyszło idealnie. - na ostatnie słowa kładzie szczególny nacisk. Blondynka nie wygląda na zdziwioną tą decyzją, w porównaniu do mężczyzny który przyszedł tu razem z szatynką.
-Nie możemy tego zacząć! Przecież wyspa jest duża, tak samo jak odstępy czasowe!
- Nie mamy czasu żeby szukać sposobu jak to rozwiązać. -kobieta zaczyna schodzić na dół żeby móc już stąd wyjść i zająć się innymi sprawami.
- Ale to może się nie udać! -ciemno-włosy jest nieustępliwy.
- Już podjęłam decyzję i nie mam zamiaru jej zmieniać. Nawet jeśli ci się to nie podoba nie masz tu nic do gadania. - nawet jeśli jest zdenerwowana to tego nie słychać. Chłopak chyba rozumie, że nie uda mu się nic zdziałać, bo już bez żadnego słowa wychodzi za nią, z powrotem na korytarz. Irytuje go, że szatynka chce to wszystko zrobić tak szybko. Może im to wszystkim jedynie zaszkodzić, ale jak zawsze nikt go nie chce słuchać.
-Wszystko gotowe? -pyta suchym tonem. Drobna blondynka stojąca przed nią odstawia na bok kubek z kawą i odpowiada dopiero po chwili.
-Prawie. Godziny i kolejność są takie jak kazałaś. Jest tylko jeden problem.
-Jaki? -można usłyszeć, że zaczyna się denerwować. Nie lubi przeszkód i utrudnień.
-Nie możemy sprawić żeby wszyscy wylądowali w tym samym miejscu. Próbowaliśmy wszystkiego i nie wiemy ile czasu zajmie rozwiązanie tego problemu. -dziewczyna zastanawia się nad każdym swoim wypowiedzianym słowem. Starsza szatynka wzdycha i zakłada włosy za ucho. Mimo, że odległości są stosunkowo małe, nadal jej przeszkadzają. Wie, że nie może obwiniać blondynki za tę przeszkodę, nawet jeśli bardzo by tego chciała. Cała ta osiemdziesiątka ludzi, w tym pomieszczeniu ciężko pracowała przez ostatnie tygodnie, żeby osiągnąć tak wiele. Tylko ta jedna rzecz, która wydawała się łatwa do wykonania, w porównaniu do innych, musiała być utrudnieniem.
-Pytałaś o pomoc...-kobieta nie może dokończyć, ponieważ odzywa się ktoś za nimi. Ktoś kogo nie było tam jeszcze przed chwilą. -Pytała. - nowoprzybyły mężczyzna opiera się o ścianę. Ani trochę nie pasuje do otoczenia. Włosy ma w kompletnym nieładzie, jakby dopiero wstał. Na ciemnej koszulce widnieje napis ,, Impreza to nie wydarzenie. Impreza to stan umysłu '', a spodnie przylegają do nóg jak druga skóra. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy ani na chwilę, przez co ciągle widać rząd jego białych zębów. Niektórzy patrzą na niego z dezaprobatą, za to inni z szacunkiem. Ta druga połówka za pewne wie kim on jest. -Zrobiłem już dla was tak dużo. Myślicie, że stworzenie wyspy z niczego to dla mnie codzienność? Chciałbym podkreślić, że wyspy której nikt nie będzie widział. Z tak drobną sprawą powinniście sobie sami poradzić. W końcu czyż nie jesteście ludźmi najmądrzejszymi w tym mieście?
-Płace ci za to. -kobieta denerwuje się coraz bardziej. Zaczyna mieć już dość tego nieposłusznego, a jednak potrzebnego idioty.
-Kochaniutka, ja to robię nie dla pieniędzy, a dla zabawy. -brunet z każdym dniem pozwala sobie na coraz więcej. Odrywa się od ściany i idzie krok w ich stronę -Kiedy będziecie już mieli coś ciekawego do roboty to dajcie mi znać. Póki co znikam, bo czeka na mnie impreza i kilka, o wiele milszych od ciebie pań. -wraz z ostatnim słowem znika pozostawiając po sobie brokat powoli opadający na podłogę. Nikt nic nie mówi. Każdy patrzy z zaciekawieniem na szatynkę, która w głowie obmyśla każde możliwe wyjście z tej sytuacji. Opiera się rękami o barierkę i już wie co zrobi.
-Zostawcie to w spokoju. Dopracujcie do końca każdy inny szczegół, a jutro teleportujemy pierwszą osobę. Chce żeby wszystko wyszło idealnie. - na ostatnie słowa kładzie szczególny nacisk. Blondynka nie wygląda na zdziwioną tą decyzją, w porównaniu do mężczyzny który przyszedł tu razem z szatynką.
-Nie możemy tego zacząć! Przecież wyspa jest duża, tak samo jak odstępy czasowe!
- Nie mamy czasu żeby szukać sposobu jak to rozwiązać. -kobieta zaczyna schodzić na dół żeby móc już stąd wyjść i zająć się innymi sprawami.
- Ale to może się nie udać! -ciemno-włosy jest nieustępliwy.
- Już podjęłam decyzję i nie mam zamiaru jej zmieniać. Nawet jeśli ci się to nie podoba nie masz tu nic do gadania. - nawet jeśli jest zdenerwowana to tego nie słychać. Chłopak chyba rozumie, że nie uda mu się nic zdziałać, bo już bez żadnego słowa wychodzi za nią, z powrotem na korytarz. Irytuje go, że szatynka chce to wszystko zrobić tak szybko. Może im to wszystkim jedynie zaszkodzić, ale jak zawsze nikt go nie chce słuchać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz